Takie są efekty środowego orzeczenia Izby Gospodarczej Naczelnego Sądu Administracyjnego. W sumie cała energetyka nie dostanie z powrotem około 11 mld zł. Na stanowisko przedstawicieli branży w tej sprawie trzeba jeszcze poczekać.
Sprawa była istotna zarówno dla wycen giełdowych spółek, jak i dla budżetu. Producenci energii od dłuższego czasu starali się odzyskać akcyzę, którą płacili od początku 2006 r. do marca 2009 r. W Polsce z ponaddwuletnim opóźnieniem weszły w życie przepisy dostosowujące nasze prawo do wymogów Unii Europejskiej. Bruksela ustaliła regułę, że akcyzę za prąd płacą nie elektrownie, a sprzedawcy prądu. A ponieważ przepisy te nie weszły w Polsce na czas, Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że Polska złamała unijne prawo. To orzeczenie elektrownie uznały za podstawę do roszczeń.
Tyle że wytwórcy energii dodatkowe wpłaty do budżetu uwzględnili w cenach sprzedawanego prądu. Dlatego NSA uznał, iż w rozumieniu ordynacji podatkowej elektrownie nie doznały uszczerbku.
– Orzeczenie sądu nas satysfakcjonuje, jest korzystne z punktu widzenia racjonalności gospodarki i bezpieczeństwa realizacji budżetu. Przeciwne stanowisko sądu byłoby niekonstytucyjne, mogłoby doprowadzić do nieuzasadnionego wzbogacenia kosztem Skarbu Państwa – powiedział PAP wiceminister finansów, szef Służby Celnej Jacek Kapica.
Dotychczas analitycy nie uwzględniali akcyzowych roszczeń energetyki w wycenach PGE, Tauronu czy Enei. Pozytywne rozstrzygnięcie sprawy byłoby raczej podstawą do wzrostu ich wartości.
W środę – przy spadkowym rynku – notowania PGE obniżyły się o 0,49 proc., Enei o 0,53 proc., a kurs katowickiego Tauronu utrzymał się bez zmian i wyniósł 6,77 zł.
[ramka]11 mld zł - na tyle, wraz z odsetkami, oszacowano kwoty, których zwrotu mogłaby oczekiwać branża energetyczna[/ramka]