Pod pewnymi względami wydarzenia na rynkach finansowych w reakcji na atak USA i Izraela na Iran przypominają swoim dramatyzmem wiosnę 2025 r., gdy notowaniami trzęsły zapowiedzi prezydenta Trumpa odnośnie do ceł, a pod niektórymi względami wyraźnie się różnią.

Do takiego porównania skłaniać może choćby „indeks strachu” VIX, który sięgając w trakcie poniedziałkowej sesji pułapu 35 pkt, znalazł się najwyżej właśnie od kwietnia 2025 r. (wtedy maksymalnie doszedł do 60).

Zasadnicza różnica polega na tym, że tym razem wyprzedaż nie skoncentrowała się na amerykańskich aktywach (niespełna rok temu były w niełasce). Indeks S&P 500 przetrwał, przynajmniej na razie, zawieruchę w dość niezłej formie, również dlatego, że wcześniej od początku roku tkwił w miejscu. Niewidziane od dawna chwile świetności przeżył też dolar (wiosną 2025 r. znienawidzony). Tym razem przecena skoncentrowała się na tych aktywach, które były liderami zwyżek w pierwszych dwóch miesiącach roku. Zawierucha na Bliskim Wschodzie mocno dała się we znaki akcjom na rynkach wschodzących (rykoszetem uderzając też w GPW), w Europie czy Japonii.

Czy wybuch wojny w Iranie trwale zatrzymał proces relatywnego umacniania się tych aktywów? Wszystko zależy od tego, jak długotrwały będzie ten konflikt. Zakładałbym, że mimo „twardej” retoryki prezydent Trump nie będzie chciał ryzykować przedłużania się szoku naftowego, szczególnie w obliczu mających odbyć się za niespełna osiem miesięcy wyborów „połówkowych” do Kongresu.