Ukrainie nie udaje się wynegocjować niższej ceny za gaz z Rosji, więc musi stawiać na inne surowce i rynki. Jak pan ocenia tegoroczne „gazowe" działania Kijowa?
Drogi gaz wymusił aktywność rządzących i po raz pierwszy Kijów podjął konkretne kroki, by zmniejszyć zależność od rosyjskiego surowca. Po pierwsze, zwiększa krajową produkcję gazu. Sprzedał konsorcjum firm zachodnich (ExxonMobil, Shell, Petrom) licencję na wydobycie gazu ziemnego z największego złoża na szelfie Morza Czarnego. Po drugie, rozstrzygnął dwa przetargi na poszukiwanie gazu łupkowego. Udało się tam przyciągnąć takich gigantów, jak Chevron i Shell. Perspektywy są szczególnie dobre na złożu juzowskim (obwód charkowski), które ma podobną strukturę geologiczną jak jeden z większych amerykańskich pokładów łupkowych. Kijów podpisał też umowę z niemieckim RWE na dostawy gazu z kierunku zachodniego. Na razie ma to znaczenie głównie symboliczne, bo dostawy są niewielkie, ale potwierdza, że zaczął szukać innych kierunków importu. Wreszcie Ukraina podejmuje działania na rzecz budowy terminalu LNG. Pomimo blamażu z podpisaniem umowy z hiszpańską Fenosą (sygnowała ją nieuprawniona osoba – red.), inwestycja jest przygotowywana. Przyjęto studium wykonalności projektu.