Zamiast jednoznacznie pozytywnego obrazu amerykańskiej gospodarki i powszechnego entuzjazmu wysiłkom rynku towarzyszy niedowierzanie i niepewność. Taki stan teoretycznie powinien wspierać bicie rekordów przez indeks S&P500, ale nietrudno ulec wrażeniu, że proces ten dzieje się zbyt szybko.
Nawet prezes Yellen w trakcie ostatniej prelekcji o stanie gospodarki i jej perspektywach wydawała się znacznie mniej pewna niż wcześniej tego, w jakiej fazie cyklu koniunkturalnego znajduje się gospodarka. Wystarczy wspomnieć, że słowo „niepewność" pojawiło się w jej wypowiedzi aż 14 razy, czyli dwa razy częściej niż pod koniec marca i trzy razy częściej niż w grudniu ubiegłego roku. Poza tym sześciokrotnie użyła trybu pytającego, definiując czynniki ryzyka, z którymi członkowie Fedu muszą się mierzyć przy podejmowaniu decyzji monetarnych. W obu poprzednich odczytach nie stosowała takiej formuły. Tym razem było sporo znaków zapytania, ale mało odpowiedzi. W takich warunkach trudno się dziwić, że pod koniec maja ponad połowa indywidualnych inwestorów w USA deklarowała w sondażach brak przekonania co do dalszych ruchów rynku. A przecież w tym czasie indeksy na Wall Street zbliżały się do swoich szczytów.