Ministerstwo Finansów przedstawiło niedawno założenia makroekonomiczne do ustawy budżetowej na 2018 r. Oczekuje, że gospodarka powiększy się o 3,8 proc. To by oznaczało, że przyspieszenie tempa wzrostu PKB, które obecnie obserwujemy, jest zjawiskiem trwałym. Podziela pan tę ocenę?
Rzeczywiście można oczekiwać, że w najbliższych kwartałach zaczną rosnąć inwestycje, które w ub.r. malały. Wtedy do silnego popytu zewnętrznego, który napędza wzrost polskiego eksportu, dołączy silny popyt krajowy. Odbicie inwestycji zamortyzuje wyhamowanie wzrostu konsumpcji. Tyle że przyzwoite tempo rozwoju w okresach, gdy korzystamy z funduszy unijnych, to nie jest wielkie osiągnięcie. Większym byłoby podtrzymanie tego tempa, gdy funduszy brakuje, co niestety wychodzi nam gorzej. Na domiar złego absorpcja środków z UE, choć dynamizuje gospodarkę, prowadzi do pogorszenia sytuacji finansów publicznych. W naszym budżecie nie ma bufora na współfinansowanie tych inwestycji.