W najbliższym czasie z naszego rynku znikną trzy banki – Deutsche Bank, Raiffeisen Polbank i Euro Bank, które zostały przejęte przez większych konkurentów. Wcześniej Alior połączył się z BPH, BGŻ z BNP Paribas, a Raiffeisen z Polbankiem. Warto też wspomnieć, że co kilka miesięcy banki przejmują jakiś SKOK. Jeśli ten proces nadal będzie postępował w takim tempie, to za kilka lat będziemy mieli do wyboru zaledwie kilka instytucji. Oznacza to, że banki mogą się szybciej rozwijać, gdyż dzięki większej skali działania np. będą miały więcej pieniędzy na inwestycje w nowoczesne technologie. Z punku widzenia klienta istnieje jednak zagrożenie ograniczenia konkurencji i pogorszenia się oferty.

Drożejące rachunki

Już teraz opłaty bankowe rosną w bardzo szybkim tempie. W ciągu ostatnich pięciu lat prowizje z tytułu prowadzenia konta i korzystania z karty zwiększyły się aż o 20 proc. (ze 100 zł do 120 zł rocznie) – zauważa Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors. Średnio za korzystanie z konta trzeba zapłacić 5,16 zł miesięcznie, a za kartę 4,78 zł miesięcznie. Trzeba jednak dodać, że w większości banków tych opłat można uniknąć, spełniając określone warunki. Poza tym dotychczas te zwyżki nie były wynikiem ograniczonej konkurencji pomiędzy bankami. Ich przyczyną było m.in. obniżenie opłaty interchange, rekordowo niskie stopy procentowe czy wzrost składek na BFG. Jeśli jednak banków będzie jeszcze mniej, to zdecydowanie łatwiej będzie im wprowadzać podwyżki. Nie będzie już bowiem małych banków, które często konkurują z gigantami niską ceną lub wręcz poprzez całkowity brak opłat.

Jednak w tym roku weszły w życie przepisy nakazujące wszystkim bankom wprowadzenie do oferty tzw. rachunku podstawowego, zwanego przez niektóre banki PRP (Podstawowy Rachunek Płatniczy). Przepisy nie pozwalają naliczać opłat ani za korzystanie z niego, ani za używanie wydanej do niego karty. Ci, którzy takie konto otworzą, będą też mogli bezpłatnie wypłacać pieniądze z bankomatów swojego banku i pięć razy miesięcznie z bankomatu obcego. Bank musi też pozwolić co miesiąc wykonać pięć bezpłatnych przelewów. W przypadku szóstych i kolejnych wypłat czy przelewów opłata nie będzie mogła być wyższa niż najczęściej stosowana wartość dla danego typu operacji w ostatnich 12 miesiącach w danym banku. To oznacza np., że w rzeczywistości wszystkie przelewy internetowe muszą być bezpłatne.

Takie konto może otworzyć każdy. Warunkiem jest jednak to, że zarówno w momencie otwierania konta podstawowego, jak i korzystania z niego nie można posiadać żadnego innego rachunku w złotych, nawet w innym banku. Jeśli więc ktoś ponosi wysokie koszty korzystania z rachunku i chciałby zamienić go na darmowy, musi najpierw zamknąć stare konto i dopiero wtedy otworzyć bezpłatny rachunek podstawowy. Warto też dodać, że banki nie mają obowiązku reklamowania tego typu ofert, więc w niektórych trudno znaleźć o nich informacje.

A co z depozytami?

Czy drożejące konta mogą zniechęcić do oszczędzania? Na razie gromadzone przez Polaków w bankach pieniądze wciąż zwiększają swoją wartość. Od dłuższego czasu również na niekorzyść depozytów terminowych. Jednak jak wskazuje raport „InfoKREDYT: Oszczędzanie i kredytowanie Polaków", w ostatnich latach obserwowana jest rosnąca skłonność Polaków do oszczędzania. Według prognozy OECD stopa oszczędności w Polsce może w tym roku przekroczyć 2,5 proc. Jak wskazuje raport opublikowany przez Związek Banków Polskich, to jednak wciąż niewiele. W Niemczech stopa oszczędności od wielu lat kształtuje się na poziomie około 10 proc. Więcej od nas oszczędzają również Czesi, którzy w ostatnim roku ze swoich wynagrodzeń odłożyli średnio 5,5 proc. Wzorem do naśladowania są kraje skandynawskie, np. w Szwecji w 2017 roku stopa oszczędności osiągnęła poziom blisko 16 proc.

Foto: GG Parkiet

Do nadrobienia zaległości konieczne jest również powiększenie wartości oszczędności przypadającej na jednego obywatela. Jak wskazują dane OECD, poziom naszych oszczędności per capita zwiększył się o ponad 70 proc. w ciągu ostatnich ośmiu lat. Niestety jest to wciąż wartość ponadczterokrotnie niższa niż w Wielkiej Brytanii i prawie sześciokrotnie niż w Holandii.