Najnowsze odczyty z amerykańskiej gospodarki kreślą coraz bardziej wymagający scenariusz makroekonomiczny. Z jednej strony obserwujemy wyhamowanie impetu – rozczarowująca dynamika PKB za drugi kwartał to czytelny sygnał, że przedłużający się okres restrykcyjnych warunków finansowych zaczyna dławić aktywność przedsiębiorstw i konsumentów. Z drugiej strony, uporczywa inflacja wciąż nie pozwala ogłosić ostatecznego zwycięstwa nad wzrostem cen. Mowa tu nie tylko o preferowanym przez Rezerwę Federalną wskaźniku PCE, ale przede wszystkim o inflacji konsumenckiej (CPI), która nieprzerwanie od kilku lat utrzymuje się powyżej dwuprocentowego celu. W efekcie bank centralny znalazł się w stagflacyjnym potrzasku. Kevin Warsh i członkowie FOMC balansują na niezwykle cienkiej linie: przedwczesne obniżki stóp mogą ponownie rozbudzić inflację, zaś zbytnie zwlekanie z luzowaniem grozi wepchnięciem USA w recesję i skokowym wzrostem bezrobocia. Ten decyzyjny paraliż oznacza, że rynki nie mogą liczyć na szybki powrót taniego pieniądza. Utrzymanie restrykcyjnej polityki to z kolei fatalna wiadomość dla sektora AI – branży, której gigantyczne nakłady inwestycyjne (CapEx) w najnowocześniejszą infrastrukturę są niezwykle wrażliwe na wysokie koszty finansowania. Właśnie dlatego z tak dużym zainteresowaniem wyczekiwany jest publikowany dzisiaj raport z rynku pracy (NFP). Oczywiście jeden odczyt nie przesądzi o ostatecznym kierunku gospodarki, jednak z pewnością dostarczy decydentom istotnych wskazówek przed podjęciem kolejnych kroków.

W tym wysoce niepewnym otoczeniu to właśnie potężny impuls inwestycyjny płynący ze strony sztucznej inteligencji wyrasta na główną „deskę ratunkową” dla gospodarki. AI stymuluje wzrost wydajności i generuje nowe przepływy kapitałowe, których zaczyna wyraźnie brakować w tradycyjnych gałęziach przemysłu. Oczywiście ostatnie zawirowania wokół spółek technologicznych zrodziły słuszne pytania o horyzont czasowy monetyzacji kolosalnych nakładów na serwery chmurowe, a ryzyko dłuższego oczekiwania na zwrot z inwestycji faktycznie istnieje. Niemniej jednak bezprecedensowa skala bieżących zamówień na moce obliczeniowe oraz potęga bilansowa gigantów stanowią na ten moment bardzo solidny bufor ochronny.

Ten relatywnie mocny obraz fundamentalny rewolucji AI znajduje swoje precyzyjne odzwierciedlenie w bieżącej sytuacji technicznej indeksu NASDAQ. Pomimo lipcowego pogorszenia nastrojów, struktura wykresu wciąż nie wykazuje oznak trwałej słabości. Ostatnia zniżka wytraciła bowiem swój spadkowy impet dokładnie w rejonie pierwszego wsparcia Fibonacciego, zlokalizowanego w przedziale: 24710–24883 pkt.

Występujące w tym miejscu liczne zgrupowanie zniesień wewnętrznych skutecznie powstrzymało ruch w dół, co na tym etapie wydarzeń wygląda dla byków dość pozytywnie. Istotny jest fakt, że już ta pierwsza strefa popytowa Fibo została „dostrzeżona” przez rynek. Biorąc pod uwagę samą skalę tej korekty w relacji do poprzedzającej ją średnioterminowej podfali wzrostowej, ruch ten wygląda wręcz śmiesznie i idealnie wpisuje się w ramy klasycznego przystanku przed kolejnym impulsem.

Prawdziwy sprawdzian dla strony popytowej jednak dopiero przed nami. Na wykresie indeksu najwyższą rangę posiada obecnie opór Fibo: 27350–27600 pkt. Jest to niezwykle ważna bariera, którą osobiście traktuję jako kluczowy element weryfikujący rynkową determinację kupujących. Jej trwałe wybicie wygenerowałoby kolejny, wiarygodny sygnał kontynuacji hossy, ostatecznie spychając obawy makroekonomiczne na dalszy plan.

Z kolei zatrzymanie notowań w analizowanym rejonie i problemy z trwałym sforsowaniem tej strefy stanowić będą pierwsze, konkretne ostrzeżenie przed możliwością wystąpienia korekty wyższego rzędu. Najbliższe sesje, zdeterminowane w dużej mierze przez dzisiejsze dane NFP, pokażą zatem, czy technologiczna lokomotywa zdoła wyciągnąć amerykańską gospodarkę z narastającego impasu.