Mimo że to jedna z największych spółek na GPW, jej ostatnie zachowanie i skala zmienności przypomina mocno spekulacyjną zabawę. Ale jest to odzwierciedlenie sytuacji na rynku surowców, w tym momencie niemal nieprzewidywalnej.
Jak się okazuje, w spokojniejszych warunkach też ciężko przewidywać wyniki, czego przykładem jest mocny rozjazd faktycznych wyników z oczekiwaniami zarządu CCC. Zaowocowało to aż ogłoszeniem tzw. profit warning, na bazie pełnych wyników za listopad i grudzień oraz szacunków za styczeń (CCC ma przesunięty rok obrotowy, który kończy się w styczniu). Szacunki EBITDA w okolicy 200 mln PLN w IV kwartale i ujemna tzw. sprzedaż w sklepach porównywalnych, niższa marża brutto – to znaczny rozjazd względem tego, co spółka podawała jeszcze w listopadzie. Dodatkowo, wysokie zapasy mogą w kolejnych miesiącach ciążyć wynikom. I przywodzą na myśl najgorsze problemy spółki, gdy jej akcje kosztowały 30-40 zł, a sama spółka musiała ratować się emisją akcji.
To oczywiście nie jest na teraz scenariusz, który jest bazowy. Jednak przez ostatnie lata spółka przeszła długą drogę powrotu na szczyt i obecnie zdaje się ponosić koszty ekspansji na wielu poziomach, przede wszystkim tworzenia nowych marek. Jest to pewnie trochę zarządzanie chaosem, z czym mierzy się również LPP. Tu jednak z pomocą przychodzą główne marki własne – ostatnio spowolnił rozwój Sinsay, ale za to poprawiły się wyniki Reserved, dzięki czemu LPP zyskuje czas na diagnozę problemów i poprawę KPI w marce Sinsay. Grupa bardzo dobrze radzi sobie też z kontrolą kosztów oraz zarządzaniem zapasami, a robi to przy realizacji ambitnej strategii ekspansji, w tym w krajach muzułmańskich, jak Kazachstan.
Dużo mówi się o wpływie pogody na wyniki spółek odzieżowo-obuwniczych, ale to jednak zmienna istotna tylko chwilowo. W dłuższym terminie liczą się przede wszystkim trafione decyzje biznesowe, udane kolekcje i właśnie kontrola kosztów. To zdecydowanie lepiej wychodzi LPP.