Największą dynamikę osiąga srebro, imponują też miedź i złoto, które jako pierwsze rozpoczęło hossę. Niewiele za to dzieje się na kursach żelaza czy molibdenu. Do końca nie wiadomo, skąd takie zachowanie rynków.
Główne przyczyny to ograniczona podaż i rosnący popyt. W przypadku miedzi podaż wręcz spada wskutek problemów kopalni. Popyt na metale szlachetne rośnie przede wszystkim wskutek geopolityki. Zamrożenie aktywów rosyjskich po agresji na Ukrainę i nieprzewidywalna polityka prezydenta Donalda Trumpa powodują, że kapitał szuka bezpiecznych przystani. Istotnymi kupującymi złoto są banki centralne, w tym Narodowy Bank Polski, który akurat kieruje się raczej osobistymi preferencjami prezesa Adama Glapińskiego.
Hossa metali kiedyś się skończy. Do tej pory istotnym ograniczeniem wzrostów była możliwość substytucji w zastosowaniach przemysłowych: zamiast srebra czasem można użyć miedzi, zamiast miedzi aluminium. Tymczasem wszystkie te metale akurat drożeją. Wzrost popytu z sektorów elektryfikacji i infrastruktury AI z kolei zderza się ze spadkiem zapotrzebowania ze strony budowy mieszkań i infrastruktury w Chinach. Przewidzenie przyszłości notowań jest w zasadzie niemożliwe.
Polska giełda w tym momencie ma możliwość skorzystania z tej sytuacji. KGHM, do tej pory wyceniany był z dużym dyskontem do światowej konkurencji ze względu na bardzo wysokie koszty wydobycia, program olbrzymich inwestycji w nowe złoża na Dolnym Śląsku i niski potencjał dywidendowy.
Wydobycie srebra jako produktu ubocznego w polskich złożach staje się teraz wielkim atutem. Do tej pory przychody ze sprzedaży srebra odpowiadały za małe kilkanaście procent przychodów KGHM, teraz już stanowią ponad 20 proc. Mało jest na świecie firm z tak dużą ekspozycją na srebro.