Początek stycznia jest sezonowo jednym z najlepszych okresów w roku, ale i tak musi imponować odporność rynku na niewiarygodną liczbę przeszkód, które rzuca przed nim głównie prezydent Trump.
Łatwość, z którą rynek zaakceptował interwencję w Wenezueli i perspektywę możliwych działań militarnych w innych państwach (poza oczywistym w świetle ostatnich deklaracji celem w postaci Iranu brane pod uwagę są m.in. Kolumbia i Kuba) zaskakuje, ale nie tak jak brak negatywnej reakcji na atak na niezależność Fed. Nie jest dużą przesadą twierdzenie, że znajdujemy się w fazie rynkowej, w której każde negatywne zdarzenie spływa po giełdach akcji, a dodatkowo powoduje absurdalne wzrosty metali szlachetnych, co jest szczególnie interesujące w kontekście srebra, które trudno uznać za jakąkolwiek bezpieczną przystań. Na tym rynku widzimy bańkę, która jest bliska kresu. Potencjalnie przyjdzie on już w najbliższych dniach, o ile nie zostaną przez USA wprowadzone cła na ten metal, co uważamy za scenariusz bazowy. Powinno to umożliwić przepływ metalu z USA do Londynu i wygaszenie niedoboru podaży.
Przy pewnym sceptycyzmie co do przebiegu całego roku, nie widzimy żadnych sygnałów, by problemy miały wkrótce nadejść na rynkach akcji. Na niemal wszystkich z nich wzrosty mają szeroki charakter, m.in. dzięki trwającej od kilku tygodni rotacji z technologii w innych kierunkach (rewelacyjnie zachowują się m.in. sektor materiałowy i ochrony zdrowia).
O ile warto mieć z tyłu głowy, że obecna hossa robi się „stara”, cztery lata wzrostów z rzędu są stosunkowo rzadkim zdarzeniem, a drugi rok w amerykańskim cyklu prezydenckim jest zazwyczaj najgorszy (lata 2018 oraz 2022 są bolesnym tego przykładem), wydaje się, że „chwila” potrwa jeszcze jakiś czas.
Na razie jedynym efektem działań prezydenta Trumpa jest zakład „sprzedaj Amerykę, kupuj wszystko inne”, co w ogóle może się okazać rozsądne w ciągu najbliższych 12 miesięcy, szczególnie że niewiele wskazuje na razie, by obiegowa mądrość o dalszym osłabieniu dolara miała się okazać nieprawdziwa. Tradycyjnie, oznacza to, że rynki wschodzące, w tym Polska, mogą zachowywać się lepiej niż Europa.