Wygląda na to, że dzisiaj niemal nikt nie czuje się na giełdzie dobrze. To zwykle znak, że wkrótce sytuacja na parkiecie może się odwrócić.

Na początek S&P 500, który spadł o 14 proc. od szczytu letniego rajdu w połowie sierpnia. Obecnie jego spadek wynosi ponad 20 proc. w porównaniu z rekordowym poziomem z początku stycznia, co stawia indeks na terytorium bessy. Głównym czynnikiem zniżek jest uparcie wysoka inflacja, która zmusza Rezerwę Federalną do szybkiego podnoszenia stóp procentowych. Grozi to zmniejszeniem popytu gospodarczego, więc wielu zaczęło się teraz martwić recesją.

Nastroje rynkowe są na historycznie niskich poziomach. Niedawne badanie przeprowadzone przez Amerykańskie Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych wykazało odczyt poniżej ujemnych 30 proc. To odsetek byków minus odsetek tych, którzy są nastawieni niedźwiedzio. Oznacza to, że niedźwiedzi jest więcej niż byków. Jest to najniższy wynik od czasu kryzysu finansowego z lat 2008–2009, kiedy wszystkie prognozy przewidywały straszliwą recesję.

Rzeczywiście, wydaje się, że dużo kapitału szuka okazji, by wbić się na giełdę. Przeprowadzone przez Bank of America badanie menedżerów portfeli o wartości bilionów dolarów ujawnia średnie posiadanie gotówki w portfelu na poziomie 6,1 proc. To niemal najwyższy poziom od końca 2001 r. Oznacza to, że zarządzający portfelami dokonali już dużej sprzedaży, a teraz trzymają dużo gotówki, która nie zarabia tyle, ile potencjalnie może przynieść giełda. Jak podaje Bank of America, kiedy zasoby gotówki są tak duże, historycznie jest to sygnał do kupna.

To może zabrzmieć zbyt optymistycznie, dlatego ten optymizm trzeba opatrzyć zastrzeżeniami. Obawa polega na tym, że od tego momentu oczekiwania dotyczące zysków spółek muszą spadać, co już się rozpoczęło. Wyższe stopy mają tendencję do wpływania na gospodarkę z niewielkim opóźnieniem, a wraz z raportami o wynikach za trzeci kwartał rynek jest przygotowany na słabe wyniki. Ale gospodarka i wyniki spółek mogą nie osłabnąć tak bardzo, jak rynek się obawia. Kilka zmian może zwiększyć oczekiwania, na przykład lepsze, niż się spodziewamy, wyniki za trzeci kwartał. Kolejnym pozytywem byłby dalszy spadek stopy inflacji, co może iść w parze ze spowolnieniem tempa podwyżek stóp przez Fed, łagodząc presję na gospodarkę.

Chociaż nie możemy powiedzieć, że sięgnęliśmy już dna, to czuć, że jesteśmy bliżej końca niż początku, a wszystko, czego potrzebuje rynek, aby się ustabilizować, to nadzieja, że inflacja się cofa, a Fed zbliża się do końca swojego cyklu podwyżek.

Gdy rynek nabierze pewności, że takie rzeczy się dzieją, inwestorzy zaczną wykorzystywać całą tę gotówkę do pracy – i wysyłać akcje na północ.