Ostatnie przyspieszenie spadków w USA spowodowało, jak to zwykle bywa, efekt domina. W ślad za nimi ruszyła większość światowych rynków, jednak szczególnie bolesne spadki odnotowały indeksy rynków dalekowschodnich (Hang Seng, Nikkei, Kospi). W środę niedźwiedź szczególnie uparcie nawiedzał rynki europejskie. Tym, co powoduje spadki, są obawy o znaczne spowolnienie lub nawet recesję gospodarczą w USA. Zgodnie z tym, co pisze w ?Księdze bessy? John Rothchild, właśnie recesji inwestorzy boją się najbardziej (bardziej niż inflacji). Hamowanie wzrostu w Stanach ma wpływ na spowolnienie w innych krajach. Jak duże jest uzależnienie od chłonącej import gospodarki amerykańskiej, najlepiej widać na przykładzie Japonii, która mimo niemal zerowych stóp procentowych nie może zanotować ożywienia gospodarczego. Dlatego reakcja azjatyckich indeksów na mniejszą niż oczekiwano sprzedaż detaliczną w USA była tak żywiołowa. Poprawie sytuacji na pewno nie służą krytyczne głosy byłego sekretarza skarbu Roberta Rubina i byłego szefa Zarządu Rezerwy Federalnej Paula Volckera dotyczące programu redukcji podatków. Mogą one bowiem wpłynąć na znaczne ograniczenie skali mającego ożywić gospodarkę programu.
Tymczasem pojawił się również pozytywny aspekt dla gospodarki światowej ? spadek cen ropy naftowej. Utworzona formacja głowy i ramion może zapowiadać dalsze spadki cen surowca, których wzrost jeszcze niedawno był wymieniany jako jeden z czynników powodujących spowolnienie wzrostu gospodarczego (z którym właśnie mamy do czynienia).
Należy jednak pozostawać z boku rynku (lub trzymać krótkie pozycje), tym bardziej że po długiej konsolidacji indeks Dow Jones wybił się dołem z kanału horyzontalnego, co jest bardzo złym sygnałem.
Maciej Czajkowski
DM BOŚ SA