Od tygodnia rynek nieznacznie, choć systematycznie, obsuwa się, a minimalny zakres dziennych wahań nie daje okazji do zarobku nawet day-traderom. Dzisiaj naruszone zostało wsparcie w granicach 1355-1360 pkt. (dla WIG20), co, wraz z kształtem wykresu, sugeruje, że możliwy jest dalszy ruch w kierunku 1300 pkt. Obroty spadają, podobnie jak zainteresowanie rynkiem. Słabo wyczuwalna jest obecność inwestorów zagranicznych, a i krajowi rozpoczynają już chyba przygotowania do świąt i długiego weekendu.
Wykresy akcji zarówno największych spółek, jak i najważniejszych indeksów nie dają na razie podstaw do optymizmu. Prawdopodobnie jednak wystąpienie jeszcze jednej, niezbyt głębokiej fali spadkowej spowodowałoby wystąpienie dywergencji i dałoby impuls do większego wzrostu. Rozumowanie takie ma charakter czysto hipotetyczny, bowiem nie widać obecnie żadnych, nawet potencjalnych, powodów dla trwałej poprawy koniunktury.
Z pewnością pozytywnie należy ocenić wstrzymanie podaży, ale brak też na horyzoncie kupujących. Wiadomo, że w końcu któraś strona rynku nie wytrzyma, jednak niska wycena spółek sama z siebie nigdy nie jest przyczyną trwałego trendu wzrostowego. Na taki będziemy chyba musieli poczekać do momentu, kiedy rentowność bonów skarbowych spadnie, uatrakcyjniając inne rodzaje inwestycji.
Paweł
Homiński