Przeciągający się ? zdawać by się mogło w nieskończoność ? stan konsolidacji notowań na GPW doprowadził do upowszechnienia się poglądu o bliskim terminie wybicia rodzimych wskaźników koniunktury, przy czym scenariusze wzrostowy i spadkowy miałyby mieć porównywalne szanse realizacji. Rzeczywiście, wiele czynników, głównie natury technicznej, wskazuje na to, że dni krótkoterminowego trendu bocznego są policzone. Jednak przyjęcie założenia o istotnym prawdopodobieństwie wystąpienia na warszawskiej giełdzie wzrostów w najbliższej perspektywie, bazującego wyłącznie na oczekiwaniu nagłej metamorfozy rynków amerykańskich, obarczone jest ? co potwierdziła sesja dzisiejsza ? sporym ryzykiem. Jednocześnie trudno cokolwiek poradzić na wciąż długa listę czynników uzasadniających kontynuację głównej tendencji. Na wykresie WIG20 nadal nie powstała żadna, nawet najprostsza, formacja odwrócenia trendu, a parokrotnie ponawiane próby testowania pierwszego poziomu oporu w okolicach 1400 pkt. przypominały swym stylem zabawę psa z jeżem. Ostatnie notowania większości polskich blue chips wydają się klasycznym przykładem starannie przygotowanej i przemyślanej dystrybucji akcji. Towarzysząca temu zjawisku niewielka skala obrotów to oznaka głębokiego deficytu kapitałów oraz wystawianej na ciężką próbę cierpliwości strony podażowej. Jednak najbardziej niepokojąca może wydawać się analogia obecnej sytuacji WIG20, wraz z towarzyszącymi jej bardzo dobrymi nastrojami na rynku terminowym, do tej z drugiej połowy stycznia br. Jak przebiegało i czym się zakończyło ówczesne testowanie luki bessy z początku roku (1785-1765 pkt.), nikomu chyba nie trzeba przypominać.

Jarosław Jędrzyński

DM Elimar SA