W dalszym ciągu dzisiejsze maksimum nie zostało pokonane. WIG20 odbił się od 1327 pkt. i spadł do obecnych 1321 pkt. Obroty przekroczyły 240 mln zł. Amerykańskie rynki otworzyły się zgodnie z tym, co pokazywały kontrakty, czyli nieznacznie poniżej wczorajszych zamknięć.
O ile nic nie zmieni się przez ostatnie pół godziny notowań, to wnioski z dzisiejszej sesji są dwojakie. Z jednej strony biorąc pod uwagę wczorajsze fatalne zachowanie rynków amerykańskich można było się spodziewać gorszej sesji. Rynkowi jednak udało się wyjść z tej próby obronną ręką, ale ten fakt możemy na razie rozpatrywać tylko i wyłącznie w kategoriach przedłużenia nadziei na pozostanie w trwającej od trzech tygodni konsolidacji. Na pewno nie można stwierdzić, że ostatecznie się to powiodło i nastąpi odbicie w górę.
Z drugiej strony do pełni szczęścia brakuje obrony wartości 1331 pkt. z zamknięcia z 14 marca. Nieznaczne jej przekroczenie stanowi bardzo poważny sygnał ostrzegawczy, że rynek nie jest na tyle silny, by z determinacją bronić tak ważnego wsparcia.
Podsumowując można powiedzieć, iż cały czas balansujemy na krawędzi opuszczenia konsolidacji dołem. Co więcej jesteśmy już jedną nogą poza nią. Jednak pozostaje jeszcze jakaś szansa i w tak ważnym momencie szalę mogą przeważyć notowania w USA. Wydaje się prawdopodobne, że kolejnej dużej zniżki nasz rynek nie wytrzyma i podąży w ślad za amerykańskimi indeksami. To ostatecznie przesądzi sprawę wybicia w dół.
Do wygenerowania sygnału kupna jeszcze droga jest daleka, bo najpierw trzeba pokonać linię trendu spadkowego prowadzoną po szczytach z 2 i 15 lutego, obecnie przebiegającą na wysokości 1350 pkt., a potem wyjść górą z konsolidacji, czyli pokonać 1401 pkt.