O ile w przypadku WIG20 po sesji środowej nie było większych szans na zatrzymanie spadkowej tendencji, o tyle na głównym indeksie WGPW cień nadziei wtedy się pojawił. Otóż, zniżka została zatrzymana dokładnie na poziomie 62-procentowego zniesienia trendu zapoczątkowanego 13 marca. I w zasadzie była to jedyna pozytywna przesłanka, bo wskaźniki zgodnie albo generują sygnały sprzedaży, albo potwierdzają kilkudniowy spadek, nie dając przy tym żadnych sygnałów mogących świadczyć o możliwości jego zakończenia. Odreagowanie jednak przyszło, i to całkiem niemałe. Głównym tego powodem było prawdopodobnie skrajne wyprzedanie rynku. Chyba że inwestorzy zaczęli dostrzegać czynniki, których nie dostrzegali przez kilka poprzednich sesji... Po czwartkowej indeks znalazł się pod oporem na wysokości 15 000 pkt. Niestety, wcale nie jest pewne, iż jego pokonanie przyniesie dalszy wzrost. Nie zmienia to w niczym faktu, że test dwóch dołków ? z marca i kwietnia ? wydaje się nieuchronny. Przyznam, że długo nie wierzyłem w taką możliwość, ale rynek mnie o tym ostatecznie przekonał. Nadzieja w tym, że będziemy mówić o formacji potrójnego dna i to może ona, zapoczątkuje trwalsze i stabilniejsze odwrócenie trendu. Szkoda tylko, że ten optymistyczny scenariusz mogą pokrzyżować wewnętrzne czynniki pozarynkowe, które już za kilka tygodni będą mieć duży wpływ na decyzje inwestorów.

Dominik Staroń

analityk