Europejskie rynki akcji ? w tym i nasz ? z dużym sceptycyzmem potraktowały środowy bardzo silny wzrost indeksów na giełdach w USA. Po prawie miesiącu stabilizacji głównych światowych indeksów tuż poniżej poziomów oporu wyznaczonych przez zimowe minima mogło się wydawać, że rynki zagraniczne podążą z opóźnieniem śladami WIG-u, który odbiwszy się od poziomu październikowego dołka (14 929, WIG20 1499) korygował kwietniowy wzrost. Oczekiwanie korekty na świecie było wzmacnianie obawami przed falą realizacji zysków po spodziewanej od dawna wtorkowej decyzji Fed o 5. w tym roku obniżce stóp procentowych. Tymczasem amerykańskie indeksy wznowiły w środę szturm na poziomy, przy których Fed po raz pierwszy zdecydował się na złagodzenie polityki pieniężnej 3 stycznia (S&P 500 miał wtedy wartość 1283, Nasdaq Composite 2291, DJIA 10 646). Być może jest to pułapka, a zatem czwartkowa wstrzemięźliwość naszej giełdy była uzasadniona. Jeśli jednak indeksom amerykańskim ten atak się powiedzie (na potwierdzenie trzeba jeszcze poczekać), będzie to bardzo silny argument za kontynuacją rozpoczętej 4 kwietnia wiosennej zwyżki naszego rynku. W 10-letniej historii GPW kolejne szczyty ?rynku byka? występowały regularnie co 3 lata (marzec 2000 r., luty 1997 r., marzec 1994 r., kwiecień 1991 r.). Analogicznie dna kolejnych bess przypadły na lata 1992 (kryzys europejskiego systemu walutowego), 1995 (kryzys meksykański) i 1998 (kryzys rosyjski). Teoretyczna data kolejnej cyklicznej okazji do zakupu akcji wypada więc w 2001 roku, do którego zakończenia zostało jednak niestety jeszcze 7 miesięcy.
Wojciech Białek
SEB TFI SA