Poniedziałkowa sesja, z uwagi na brak notowań na Wall Street i w Londynie, nie wniosła niczego, co mogłoby przykuć uwagę inwestorów. Ich aktywność mierzona poziomem obrotów pozostawiała wiele do życzenia, co szczególnie w przypadku PKN czy też Elektrimu świadczy o braku dużych instytucjonalnych graczy. Tym sposobem poziomy kursów akcji, a co za tym idzie indeksów, mogą w wielu przypadkach nie odzwierciedlać prawdziwej relacji popyt/podaż.
Spoglądając na rynek w nieco dłuższej perspektywie, nasuwa się kilka istotnych wniosków. Przede wszystkim nie widać, poza OFE, innych chętnych do kupna akcji. Wzmożona aktywność funduszy może podtrzymać rynek jeszcze przez jakiś czas, najpóźniej do 30 czerwca. Sądzę jednak, że wzrost indeksu w okolice 1500 punktów był szczytem możliwości kupujących. Po raz drugi WIG20 nie był w stanie pokonać ważnego z punktu widzenia analizy technicznej poziomu. Poza tym zbliża się okres najsłabszego dla giełdy trzeciego kwartału. Silny złoty, kłopoty z deficytem budżetowym, perspektywa restrykcyjnej polityki pieniężnej oraz zbliżające się wybory nie sprzyjają napływowi zagranicznego kapitału. Wniosek z tego, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem dla GPW na najbliższe miesiące jest pozostanie w trendzie bocznym, z możliwością testowania marcowego minimum. Słabość naszego rynku przedstawia kilka liczb. W czasie kiedy amerykańskie indeksy wzrosły średnio o około 30 , a budapesztański BUX zyskał 16 , WIG zanotował wzrost jedynie o 11 . Pamiętamy, doskonale jak skończył się niemrawy marsz w górę latem ubiegłego roku, podczas gdy amerykańskie giełdy rosły w zawrotnym tempie. Czy historia się powtórzy, przekonamy się niebawem.
Marcin Piskała
Bank Przemysłowy SA