Po raz kolejny okazało się, że stare przysłowie o Polaku, który jest mądry po szkodzie, nadal jest aktualne. RPP łaskawie zdecydowała się na obniżkę stóp procentowych, ale jak się okazało, giełdowi gracze znacznie lepiej wyczuwają rytm gospodarki i ruszyli do realizacji zysków na wzrostach. No i nie ma się czemu dziwić, bo decyzja RPP jest spóźniona co najmniej o pół roku i przypomina raczej próbę reanimacji naszej gospodarki, niż jest wyrazem troski o zamożność kraju. Do tego jeszcze polityka gospodarcza rządu przyczyniła się do utraty zaufania do polskich akcji poprzez niekontrolowany wzrost deficytu budżetowego, niejasną politykę prywatyzacyjną oraz brak jakiegokolwiek pomysłu na rozwój rodzimej przedsiębiorczości, co zaowocowało największym od kilku lat bezrobociem. W takiej sytuacji powstaje pytanie, czy w ogóle warto inwestować w akcje spółek, które nie wytrzymały doświadczeń z wysokimi realnymi stopami procentowymi i większość z nich pogrążyła się w stagnacji. Generalnie okazało się, że eksploatacja polskiej gospodarki wprowadziła ją na razie w stan śpiączki, zwany po prostu recesją. Oczywiście, można wszystko zrzucić na ogólnoświatowe pogorszenie koniunktury, ale nadal trudno wytłumaczyć optymizm rządu, który w ustawie budżetowej zakładał 4,5-proc. wzrost PKB w tym roku, czyli pomyli się prawdopodobnie o ponad 50%.

Bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że obecna sytuacja na WGPW jest idealnym odzwierciedleniem opłakanego stanu gospodarki. Tak więc mamy to, czego chcieliśmy, giełda jest barometrem gospodarki, ale czy o taki odczyt nam chodziło?

Jedyną szansą dla wzrostów kursów akcji jest jak najszybsza kolejna obniżka stóp procentowych, dyscyplina budżetowa oraz pomysł na pobudzenie popytu wewnętrznego. Prawdopodobieństwo ożywienia na giełdzie jest wprost proporcjonalne do możliwości zaistnienia wymienionych czynników.

Mariusz Pawlak

SG Securities Polska SA