Okres wakacyjny na giełdzie nie rozpoczął się korzystnie dla posiadaczy akcji. Główne indeksy do wczesnego popołudnia traciły na wartości, a zniżce przewodził sektor zaawansowanych technologii. Pozytywnie wyróżniało się jedynie kilka spółek: PKN, Elektrim i tradycyjnie Pekao.
W ten sposób inwestorzy dyskontowali napływ złych informacji. Chodzi mi głównie o podany jeszcze w piątek deficyt na rachunku obrotów bieżących. Jego wartość okazała się znacznie gorsza od oczekiwań. Stanowi to kolejny dowód, że fundamenty polskiej gospodarki cały czas pogarszają się. W takiej sytuacji trudno o wzrosty na rynku akcji.
Z otoczenia giełd zagranicznych również nie napłynęły optymistyczne informacje. Mam na myśli spadek wskaźników aktywności gospodarczej (PMI) dla Niemiec oraz strefy euro. Kontrakty na amerykańskie indeksy wskazywały z kolei, że w USA ceny akcji pójdą w górę. Ten czynnik okazał się jednak za słaby do zatrzymania spadków w Warszawie. Trudno przypuszczać jak inwestorzy reagowaliby, gdyby wspomniane futures zmierzały na południe. Ten ostatni element przekonuje mnie, że nasz rynek wciąż jest bardzo słaby. Dziś główne indeksy dotarły do ważnych poziomów wsparcia (wieloletnie linie trendu) i póki co popyt nie uaktywnił się. Aż nie chce się wierzyć, że tak ważne poziomy wsparcia mogą zostać przełamane w łatwy sposób.
Obecnie pozostaje chyba tylko wyczekiwanie na napływ korzystnych makroekonomicznych informacji. Tylko te umożliwiłyby kolejne obniżki stóp procentowych i zwiększone zainteresowanie akcjami. Zbliżający się trudny okres (budżet, wybory) złagodzić może chyba tylko lepszy klimat na NYSE i Nasdaq. Amerykańska gospodarka od pewnego już czasu daje nadzieje na poprawę, co nie może pozostać bez wpływu na ceny akcji. Dziś poznamy NAPM.
Patryk Chycki