Na czwartkowej sesji WIG20 stracił na wartości po raz ósmy z rzędu i jest to najdłuższa seria spadków od 1994 roku. Z punktu widzenia analizy technicznej odwrócenia trendu spadkowego nie widać. Zarówno układ średnich ruchomych, jak i wskaźników technicznych jest typowy dla bessy. Wprawdzie oscylatory krótkoterminowe (RSI i Ultimate) nie potwierdzają ostatniej fali spadkowej, ale jest jeszcze za wcześnie, by mówić o pozytywnych dywergencjach. Najbliższy opór, na którym byki powinny zostać powstrzymane, to 1260 pkt. Tutaj znajduje się dołek z końca czerwca oraz najszybsza linia trendu spadkowego, poprowadzona po szczytach z maja i czerwca.
Część analityków wiązała nadzieję na poprawę koniunktury z formacją klina zniżkującego, którą WIG20 miał kreślić od października zeszłego roku (sam w jednym z artykułów figurę taką narysowałem). Otóż formacja ta na razie nie istnieje. Wyznaczanie jej dolnego ograniczenia w oparciu o dołki z października zeszłego roku i marca tego roku jest błędem merytorycznym. Zgodnie z teorią, jeśli klin zniżkujący pojawia się w bessie, to jest formacją zmiany trendu. Formacja taka powinna zaczynać się od fali spadkowej, a nie wzrostowej. Zatem w tym konkretnym przypadku pierwszą część klina stanowić może spadek od grudnia 2000 do początku kwietnia 2001 r., a wzrost z końca zeszłego roku (a co za tym idzie, także dołek z października) nie ma z tą figurą nic wspólnego. Wykreślenie dolnego ograniczenia formacji w oparciu o dołek, który do niej nie należy, jest nieprawidłowe. Wniosek z tego taki, że bessa dalej trwa w najlepsze i nie ma formacji, która mogłaby ją odwrócić.
Tomasz Jóźwik
analityk PARKIETU