Tragifarsa budżetowa nabrała rozpędu i być może wkroczyła w decydującą fazę. Propozycje Ministerstwa Finansów, przedstawione na konferencji prasowej, zasadniczo nie odbiegały od oczekiwań rynku, jednak wcześniejsze obawy koncentrowały się głównie wokół tego, w jakim kształcie nowelizacja budżetu wyjdzie z obrad Rady Ministrów. Możliwość zwiększenia deficytu kosztem cięć w wydatkach rynek odebrał bardzo źle (podobnie jak i ewentualną dymisję min. J. Bauca, którą to pogłoskę szybko zdementował sam premier). Nie da się ukryć, że na naszym rynku finansowym panuje duża nerwowość, którą pogłębia również trudna sytuacja na innych rynkach wschodzących, co wiąże się z oczekiwaniem na kolejne kłopoty Argentyny. W środę kolejna silna przecena złotego znowu urealniła kurs naszej waluty i chyba nie ma co zwracać uwagi na wypowiedź min. J. Steinhoffa, który twierdzi, iż nie widzi fundamentalnych przyczyn obecnego spadku. Nie są odosobnione głosy analityków, według których cena 5 zł za dolara też nie byłaby przesadą. Dla inwestorów zagranicznych kilkunastoprocentowy spadek wartości złotego oznacza tańsze akcje na giełdzie, jednak nie można wykluczyć przeceny polskiej waluty o dalsze np. 15%. Jest to element ryzyka, który w połączeniu z nieciekawą sytuacją emerging markets może skutecznie powstrzymać większy kapitał przed zakupami akcji na GPW. Poza tym, duzi inwestorzy nie będą łapali dołków, tylko będą akumulowali wybrane walory w pewnym przedziale cenowym. Duże obroty na PKN i TP SA wskazują, że już coś się dzieje, lecz trudno przesądzać na tej podstawie o odwróceniu koniunktury.

Paweł Hryniewicki

DM Penetrator