Odniosłem takie wrażenie, że niemal jedynym objawem wpływu podawanych przez spółki wyników okazało się nasilenie podaży (ano właśnie!...) w tych dość nielicznych przypadkach, w których akurat wyniki drugiego kwartału okazały się całkiem niezłe ? tak jakby posiadacze akcji uznali, że oto wreszcie jest dobra chwila na zamknięcie tu swoich pozycji? Lecz skutek był taki, że walory kilku spółek o tych lepszych wynikach zniżkowały we wtorek albo bardziej od innych, albo (dla odmiany) po raz pierwszy od dość dawna ? a zatem jakiegoś ?szalonego? popytu nawet i tu się nie doczekano. Indeksy zaczęły od poziomów bliskich obecnym (teraz samo to słowo wydaje się być wyjątkowo ?krótkoterminowe?...) ?oporom?, by bardzo szybko (bo w około pół godziny) zjechać do obecnych ?wsparć?, i dopiero wreszcie tam utknąć ? oba poziomy są teraz stosunkowo blisko siebie, ale rynek konsekwentnie woli badać dolny z nich, niż górny, niestety. A już kwestia płynności to prawdziwa tragedia ? we wtorek był taki moment, że dla dwóch (spośród pięciu) najbardziej wzrostowych papierów sesji ładne wzrosty kursów (odpowiednio: 12,5 i prawie 7%) były uzyskane przy wolumenach obrotu po jednej (!) akcji ? w takiej sytuacji słowo ?papierowe zyski? nabiera chyba smutnie prawdziwego znaczenia?...

Jakże niedawno mieliśmy różne koncepcje działań lub apeli, których celem miało być jakieś ?pozytywne zainteresowanie? decydentów marniejącą kondycją naszego rynku kapitałowego: jak widać ?wywołanie wilka z lasu? jest u nas prostsze, niźli się to wielu wydaje, bo oto resort zareagował taką koncepcją prywatyzacji giełdy, która chyba tylko jemu samemu się podoba? A wilk jest cwany i wylazł w takim momencie, w którym może liczyć na zupełny brak reakcji społecznej w tej sprawie ? bo już tak niewielu interesują jeszcze ?jakieś tam akcje?, a tu sezon urlopowy w pełni, o licznych, a ciekawszych ?sprawkach? z czołówek gazet nie wspominając.

Andrzej J. Chabłowski

DM AmerBrokers