Środowy spadek przyczynił się do pogorszenia nastrojów na rynku. Po kilku dniach wahania cen to strona podażowa wzięła sprawy w swoje ręce i pociągnęła indeksy w kierunku lipcowych minimów. WIG już znalazł się dokładnie na jego wysokości, co świadczy, iż szeroki rynek wypada słabiej, niż największe spółki wchodzące w skład WIG20. To jedna z różnic, którą można wychwycić porównując obecną sytuację łudząco podobną do tej z przełomu marca i kwietnia. Ale czy takie samo będzie zakończenie trudno obecnie przewidzieć.
Z punktu widzenia szacowania szans na ożywienie gospodarcze w nadchodzących kwartałach ważna jest obawa wyrażona przez członka RPP B. Grabowskiego związana z wielkością przyszłorocznego deficytu ekonomicznego. Według niego może on przekroczyć 5% PKB, co niewątpliwie usztywniłoby jeszcze bardziej stanowisko Rady w sprawie poluzowania polityki monetarnej, a nawet mogłoby uczynić ją bardziej restrykcyjną. Coraz bardziej widoczne staje się to, że bez współpracy rządu i Rady trudno będzie osiągnąć kompromis co do tempa i sposobów przywracania gospodarce równowagi. W takiej sytuacji pozostanie oczekiwanie na sygnały ożywienia amerykańskiej gospodarki i jego przełożenia na kondycję gospodarek w Europie. Dlatego duże znaczenia mają ostatnie dane o wydajności i kosztach pracy w II kwartale w USA, świadczące o stopniowym przystosowywaniu się przedsiębiorstw do trudniejszych warunków działania.
Uwaga naszych inwestorów skupia się ostatnio w dużej mierze na spółkach telekomunikacyjnych, stąd ciekawa jest wycena akcji TP SA wykonana przez analityka Raiffeisen Capital & Investment. Określił on cenę docelową na 10 zł, co w połączeniu z opiniami z Morgan Stanley może zmienić pozytywne nastawienie inwestorów do spółki jako jednego z liderów branży na rykach wschodzących.
Krzysztof Stępień
PARKIET