Czy też z jakichś innych, i bardziej trwałych przyczyn? ? takie pytanie mogło się chyba nasunąć po wtorkowej sesji, ale czy ktoś zna odpowiedź? Atmosferę wokół rynku oceniam jako złą, a w dodatku obawiam się, że makrootoczenie (i jego twórcy) już ?zadba? o to, żeby przez jeszcze dość długi czas nic się w tej kwestii nie poprawiło. Od dawna chyba nie ma w ogóle dni bez ponuro brzmiących tytułów z pierwszych stron gazet, z których to duża część dotyczy niemal bezpośrednio rynku kapitałowego. Zatem obawiam się, że w tej chwili jedyną przyczyną zwyżek może być rozumowanie typu: ?już zbyt długo jest źle, żeby przez chociaż trochę nie mogło być lepiej? ? ale jeśli tak, to kto ?kupuje w górę?, bo przecież powszechny staje się pogląd, że nowicjuszy na naszym rynku już prawie nie ma? Jak się bardzo chce, to w końcu zawsze można czymś ?wiarygodnie i naukowo? uzasadnić zarówno wzrost jak i spadek, i to tych samych walorów ? w zależności jedynie od tego, jak się zachował ich kurs, byleby już po tym fakcie, rzecz jasna. Tym bardziej że na większość sytuacji mamy różne mądrości rynkowe: to, że masa z nich ?wyklucza się parami? (np. ?nie łap spadającego noża? i ?kupuj, gdy leje się krew?) akurat tutaj nie przeszkadza ? ba, wręcz znakomicie pasuje! A w efekcie mamy pewnie taką sytuację, że najciekawsze ? jak dla mnie ? są zamieszczane w PARKIECIE tzw. posty z internetowej listy dyskusyjnej ? tam czuć autentyzm (o który łatwiej, gdy pisze się pod pseudonimem), więc dlatego powinny stać się obowiązkową poranną lekturą każdego z ?architektów? naszego rynku, zanim któryś z nich znów coś ?dla? tego rynku zrobi. A za naprawdę pocieszające uważam to, że (sądząc z pseudonimów) osób, które są nadal w ogóle zainteresowane giełdą (choćby były teraz ?poza? nią), jest jednak nieco więcej, niż myślałem.

Andrzej J. Chabłowski

DM AmerBrokers