Wygląda na to, że rynek definitywnie określił kierunek, w którym zamierza podążyć. Poniedziałkowe przełamanie przez WIG20 wsparcia (1118 pkt.) i heroiczny wtorkowy powrót ponad ten poziom można byłoby uznać za sygnał kupna, jednak pod warunkiem, iż indeks nie zechce dalej spadać i utrzyma odzyskany teren. Niestety, już pierwsza sesja po przerwie przekreśliła nadzieje na optymistyczny rozwój wypadków. Brak potwierdzenia pogłoski o cenie, jaką rzekomo France Telecom gotów jest zaoferować ministerstwu za akcje Telekomunikacji, zepchnął kurs walorów naszego narodowego operatora do poziomu, z którego na poprzedniej sesji rozpoczął się ostry ruch do góry. Pozostałe blue chipy nie chciały być gorsze i również solidarnie się przeceniły, przy czym w pierwszym szeregu obok tradycyjnego ostatnio KGHM pojawiło się tym razem Pekao. Najważniejszą jednak przyczyną słabości naszego rynku jest komentowana szeroko w mediach sprawa przyszłorocznego budżetu i jego deficyt ogromnych rozmiarów. Jeśli nie uda się go sprowadzić do rozsądnego poziomu (a może się tak stać, ponieważ ministrowie niezbyt przychylnie odnieśli się do planu cięć wydatków opracowanego przez ministra J. Bauca), kraj może czekać poważny kryzys. Zdecydowanie nie są to najlepsze warunki do inwestowania. Poza tym, jeśli plan oszczędnościowy przepadnie, to RPP raczej usztywni swoje stanowisko i o obniżce stóp procentowych będzie można tylko pomarzyć. W tej sytuacji WIG20 niebawem powinien przetestować poziom 1000 pkt.
Paweł Hryniewicki
DM PENETRATOR