Już prawie 30 procent stracił w fali spadkowej, zapoczątkowanej pod koniec maja, indeks WIG20. W trwającej 18 miesięcy bessie były do tej pory trzy fale spadkowe i żadna z nich nie zabrała więcej niż 30% wartości indeksu, bez większej korekty. Ta reguła to za mało, żeby na tej podstawie oczekiwać większego wzrostu notowań, choć po ostatnich sesjach posiadacze akcji czują się pewnie odrobinę lepiej.

Duże znaczenie ma zbliżający się poziom 1000 punktów. Stąd WIG20 zaczynał ostatnią falę hossy, która teraz została zniesiona w całości. To, jak indeks zachowa się w pobliżu tej wartości, będzie niezwykle ważne w perspektywie długoterminowej. Tutaj padnie odpowiedź na pytanie, czy spadki zapoczątkowane w marcu zeszłego roku to korekta pięcioletnich wzrostów z lat 1995-2000, czy też to równorzędny im trend. Jeśli to tylko korekta, to 1000 punktów to już najwyższy czas, żeby bessę zakończyć. Jeśli natomiast jest to trend tego samego rzędu, to reperkusje tego faktu będą takie, że WIG20 spadnie w okolice 600 punktów, skąd zaczynały się wzrosty w 1995 roku. Za tym drugim, bardziej pesymistycznym scenariuszem przemawia fakt, że wszystkie wzrostowe linie trendu, ukształtowane w czasie hossy z lat 1995-2000, zostały już przełamane.

Jeśli porównać to, co dzieje się teraz z cyklem hossa-bessa z lat 1993-95, to widać jak długa jeszcze przed nami droga do końca. Internetowe szaleństwo z przełomu 1999 i 2000 roku to odpowiednik wzrostu zakończonego w marcu 1994 roku. Obecna fala spadkowa to 1994 rok. Zatem na drodze do hossy pozostało już tylko (albo aż) dokończenie zniżek i 1995 rok, czyli długa i męcząca konsolidacja.

Tomasz Jóźwik

PARKIET