Na największych giełdach w Europie trwa odrabianie strat po serii silnych spadków. DAX i CAC zyskują po ponad 2%, prawie 1,5% rośnie FTSE. O gwałtowności ruchu spadkowego świadczy to, że dla DAX-a taki wzrost nie wystarcza, by dotrzeć choćby do połowy pierwszej z szeregu czarnych świec. Dlatego nie można mówić o żadnej poprawie sytuacji, a tym bardziej szansach na ustabilizowanie się sytuacji na dłużej. Choć ze względu na siłę ostatnich zniżek potencjał korekcyjny jest znaczny.
Swoje znaczenie w poprawie atmosfery na europejskich parkietach mają wczorajsze sesje w USA, gdzie dynamika spadkowa została wyhamowana, a także dzisiejsze notowania kontraktów terminowych, dające nadzieje na podtrzymanie lepszych nastrojów także dziś.
Warto przyjrzeć się dwóm amerykańskim indeksom, które jako pierwsze dotarły do wiosennych minimów, czyli S&P500 i Nasdaq100. W przypadku pierwszego z nich mamy do czynienia z wyraźnym przełamaniem dołka przy 1103 pkt. w związku z czym trudno mówić o czymś więcej, niż ruchu powrotnym w tym kierunku. Każdy większy wzrost pobudzi nadzieje na trwalszą stabilizację sytuacji. Patrząc na podstawowe wskaźniki techniczne sprawa wygląda źle ? widać jedynie dywergencję na MACD względem kwietniowego dołka. Jednak w krótszym terminie jest ona nieobecna.
Nasdaq100 przełamał tylko minimalnie dołek z 4 kwietnia, a dwie świece o małych białych korpusach wskazują na to, że byki nie poddadzą się bez walki. Jeśli sesja dzisiejsza zakończy się wzrostem, to jest szansa na jego kontynuację nawet do 1480 pkt., gdzie wypadł dołek z 21 sierpnia. W przypadku, gdyby indeks spadł dzisiaj dwie ostatnie świece trzeba będzie uznać jako niewielki ruch powrotny do przebitego dołka i liczyć się z dalszymi zniżkami. Wtedy można wątpić, że Nasdaq zatrzyma spadki przy 1640 pkt. Oscylatory powielają ruchy indeksu, więc nie są pomocne w nakreśleniu scenariusza na przyszłość.
Krzysztof Stępień