O potędze tego miesiąca najlepiej świadczy fakt, że kursy akcji rosły nie tylko w 1996, 1998 i 1999 roku, kiedy to grudzień wypadał w czasie wzrostów, ale nawet w 1997 roku, kiedy był częścią długoterminowego trendu bocznego, czy wreszcie w zeszłym roku, kiedy wypadł w środku bessy.

Grudniowe wzrosty są pochodną efektu stycznia, czyli ekonomicznie nie uzasadnionego wzrostu kursów akcji na przełomie roku. Jednym z popularniejszych wytłumaczeń tego faktu jest przebudowa portfeli pod koniec roku, dokonywana przez firmy zarządzające aktywami, ale efekt stycznia występuje, na przykład, w Wielkiej Brytanii czy Australii, gdzie rok podatkowy nie kończy się w grudniu. Wprawdzie efekt stycznia, jak sama nazwa wskazuje, powinien mieć miejsce na początku roku, ale część inwestorów, chcąc przechytrzyć rynek, kupuje akcje już wcześniej. Później czasem okazuje się, że pieniędzy na zakupy w styczniu już nie ma i cały wzrostowy efekt kumuluje się w grudniu. Tak było na przełomie 1997/1998 roku i 2000/2001 roku, kiedy po grudniowych zwyżkach, w styczniu przyszło rozczarowanie. Teraz rozczarowanie może być jeszcze szybsze, po poniedziałkowym spadku WIG20 jest bowiem bardzo blisko zakończenia wybiciem w dół formacji konsolidacji. Byłoby to równoznaczne z końcem lub przynajmniej głęboką korektą październikowo-listopadowych wzrostów.

Tomasz Jóźwik

PARKIET