Dlatego trudno powiedzieć, byśmy otrzymali jakieś nowe informacje pozwalające na określenie, jak indeks będzie zachowywał się w czasie dwóch ostatnich w tym roku sesji i na początku przyszłego roku. Punktem wyjścia dla takich rozważań powinien być fakt, że od półtora miesiąca obserwujemy zniżki i brak na razie sygnałów, by ta tendencja miała w najbliższym czasie ulec zmianie.
W związku z obroną wsparcia wyznaczonego przez połowę białego korpusu z 18 grudnia istnieje co prawda szansa na poprawę notowań, ale jej zasięg wydaje się mocno ograniczony poziomem 1237 pkt. Na tej wysokości zamyka się luka bessy z 11 grudnia, znajduje się 38,2-proc. zniesienie trwających zniżek i przebiega linia je opisująca. Te trzy elementy, zbiegające się na jednym poziomie, czynią opór bardzo silnym. Nie będzie łatwym zadaniem przedostać się powyżej niego, ale też jeśli tak się stanie nie powinniśmy wobec tego faktu przejść obojętnie. Dopóki jednak indeks nie zamknie się powyżej tej bariery, większe prawdopodobieństwo na realizację ma scenariusz zakładający kontynuację spadków, a ostatnią poprawę koniunktury kwalifikujący jako chwilowe odbicie. Pierwszym sygnałem, że niedźwiedzie znów opanowują rynek, będzie zamknięcie poniżej 1195 pkt., a jego potwierdzeniem zniżka poniżej 1173 pkt., gdzie znajduje się grudniowy dołek. Wtedy szybko możemy zobaczyć WIG20 na poziomie 1110 pkt., czyli 61,8 proc. zniesienia jesiennych wzrostów.
Krzysztof Stępień
PARKIET