Z drugiej strony rozgrzanie rynku zwyżkami, trwającymi od połowy grudnia, jest duże i każdy silniejszy spadek cen jest traktowany jako znakomita sposobność do kupna akcji. Dlatego też spadki na świecie w dotychczasowej skali nie robią większego wrażenia na bykach. Stąd rodzi się chyba kluczowe pytanie dla rozwoju koniunktury w dalszym terminie na naszym parkiecie o to, jaki charakter mają zniżki zagranicą. Czy jest to zwykła korekta, czy też początek końca, rozpoczętego w połowie września ub.r. trendu wzrostowego. O ile jest jeszcze za wcześnie, by w tej chwili mówić o zmianie trendu na głównych rynkach na świecie, to takie zagrożenie wydaje się bardzo duże. Coraz częściej pojawiają się głosy, że skala wzrostów cen akcji w oparciu o dyskontowanie ożywienia gospodarczego nie była adekwatna do możliwości poprawy sytuacji w tym roku.

W drugiej połowie stycznia powróci temat obniżek stóp, ale nawet jeśli one nastąpią to dla posiadaczy akcji będzie to niewielka pociecha. Woleliby oni zapewne widzieć efekty poprzednich redukcji. Może pojawić się zwątpienie, że skoro cała seria obniżek nie przynosi efektów, to dlaczego kolejny taki krok (W USA zapewne tylko 25 pkt.) miałby być dla gospodarki zbawienny. Od strony makroekonomicznej można to ująć w ten sposób, iż jeśli miałoby szybko nastąpić ożywienie to wraz z nim wzrost presji inflacyjnej, a w takiej sytuacji raczej nie mówi się o obniżkach, tym bardziej, że polityka fiskalna jest poluzowywana.

W takich okolicznościach wyraźne przełamanie przez nasze indeksy ostatnich szczytów będzie bardzo trudne, choć w tym momencie jest jeszcze zbyt wcześnie, by powiedzieć, że niemożliwe.

Krzysztof Stępień

Parkiet