To, co o tej sesji można na pewno powiedzieć to, że nie poprawia obrazu rynku. Widać, że popyt jest obecnie słaby, a ruchy zależą przede wszystkim od intensywności działań podaży. Taka sytuacja stwarza zagrożenie, iż momencie pojawienia się jakiejś złej informacji rynek nie będzie miał szans obrony.
Dobrą egzemplifikacją słabości kupujących jest sytuacja na PKN, gdzie na poziomie 21 i 21,10 zł leżą bardzo duże oferty kupna, a pomimo tego kurs nie jest w stanie podnieść się. Na minutowym wykresie WIG20 widać, że byki nie są w stanie sobie poradzić nawet z najkrótszą linią trendu spadkowego, jaką można wyprowadzić z wczorajszego szczytu.
Kolejny dzień tracą na wartości papiery BPH-PBK. Dziś zniżkują o ponad 2% do 232 zł, co można wiązać z wczorajszym przełamaniem za jednym razem linii szyi formacji podwójnego szczytu oraz czteromiesięcznej linii wzrostów. Z wysokości formacji wynika, że kurs spadnie przynajmniej do 216 zł, choć ze względu na wysokość i czas tworzenia formacji nie można wykluczyć głębszej przeceny. Kolejna linia trendu wzrostowego, wyprowadzona z dołka z sierpnia ub.r. znajduje się w okolicach 217 zł, więc to na tym poziomie można spodziewać się silniejszego popytu.
Pierwsze dziś dane z amerykańskiej gospodarki okazały się nieco gorsze od oczekiwań, bo ceny na poziomie producentów - PPI - wzrosły o 0,1% wobec oczekiwanego wzrostu o 0,3%. Piszę gorsze, chociaż ich interpretacja pozostawia sporo swobody. Niższe ceny to znak, że ożywienie w przemyśle wciąż nie następuje, ale pozwalają one na dalsze redukcje stóp. Inwestorzy zamiast obietnicy kolejnej ich obniżki woleliby zapewne wyraźne sygnały odrodzenia. Po odliczeniu cen żywności i energii PPI spadł o 0,1%, a analitycy liczyli na wzrost o 0,1%.
Krzysztof Stępień