Inwestorów nie przestraszył fatalny wręcz indeks nastrojów konsumentów za luty i w tym kontekście widać, jak duża odpowiedzialność ciąży na tym, co Greenspan powie. Każdy delikatny nawet element pesymizmu może zachęcić do skracania pozycji na akcjach, a z drugiej strony potrzeba naprawdę mocno pozytywnych informacji, by rynek poszedł w górę. Wczorajsze odrabianie strat mogło wynikać właśnie z oczekiwania na słowa otuchy od Greenspana. Jeśli będą one niewyraźne to inwestorzy mogą poczuć się rozczarowani. Przypominając sobie jednak ostatnie zawirowania wokół wypowiedzi szefa FED, kiedy to przekonywano, że rynek odebrał ją zbyt pesymistycznie trudno przewidzieć, jaka będzie reakcja rynków. Można powtórzyć, iż póki Nasdaq będzie utrzymywał się poniżej linii blisko dwumiesięcznych spadków zagrożenie kontynuacją niekorzystnej dla posiadaczy akcji tendencji będzie duże.

Chyba jeszcze większe problemy powstają przy nakreśleniu scenariusza dla naszego parkietu. Ostatnio widzimy, że wydarzenia rozgrywają się już nie w ostatnich dwóch godzinach, ale w końcowych 30 minutach. To nie jest zdrowe zachowanie, gdy przez całą sesję mamy stabilizację, a na koniec rozstrzyga się kierunek wybicia z niej. Tak, czy inaczej zniżka z końcowych minut wtorkowej sesji utrzymała znaczenie linii średnioterminowych wzrostów dla WIG20 i dopóki nie zostanie ona zanegowana większe prawdopodobieństwo mają dalsze zniżki. Ostatnia świeca wzmocniła opór na poziomie 1385 pkt., którego ewentualne przebicie dałoby szansę na wyrównanie styczniowego maksimum. Wsparciem pozostają okolice listopadowego szczytu przy 1339 pkt. Pewnie dziś będzie trwało cały dzień wyczekiwanie, może zostanie ono nieco zmącone ogłoszeniem decyzji RPP i publikacją o 14.30 danych o zamówieniach na dobra trwałego użytku w styczniu w USA. Mówi sięo ich wzroście o 1,6%.