Niewątpliwym zaskoczeniem jednak okazała się odpowiedź naszego rynku na to polepszenie globalnej koniunktury. W przeciwieństwie do zachowania rynków w Pradze i Budapeszcie krajowa reakcja na lokalny szczyt średniej przemysłowej Dow Jones, najbardziej dynamiczną od 10 lat krótkoterminową zwyżkę Nikkei 225 (+21,5 proc. od 6 lutego), czy też osiągnięcie przez indeksy giełd europejskich poziomów szczytów z początku roku okazała się bardzo anemiczna (dopiero czwartkowa sesja nieco poprawiła ten obraz).
Nasza giełda zachowała się w ostatnich dniach w sposób charakterystyczny raczej dla korekt bessy. Zwraca uwagę fatalna szerokość naszego rynku. A/D-line konsekwentnie pogłębia 9-letnie minimum, co nijak nie przypomina zdrowego (zbieżnego z indeksem) zachowania tego wskaźnika na początku poprzedniej hossy z lat 1998-2000. Również najniższy od października poziom zwykle wiarygodnego wskaźnika jakim jest McClellan Summation wystawia naszemu rynkowi niezbyt dobre świadectwo. Jakkolwiek w przypadku kontynuacji dobrej koniunktury na świecie spadająca szerokość naszego rynku nie przeszkodziłaby zapewne wspinaniu się WIG-20 na wyższe poziomy, to jednak zjawisko to należy potraktować jako ostrzeżenie, że powtórka optymistycznego dla akcji scenariusza sprzed 3 lat może nie być taka łatwa.
Wojciech Białek
SEB TFI SA