Z jednej strony bezdyskusyjne są osiągnięcia byków, które w imponujący sposób odrobiły znaczną część spadków ze stycznia i lutego, dając tym samym nadzieję na kontynuację wzrostów, rozpoczętych we wrześniu ub.r. Z drugiej za tymi szybkimi zwyżkami zupełnie nie nadążały niektóre wskaźniki techniczne, z których szczególnie MACD chłodzi oczekiwania na dalsze wzrosty. Trzeba zwrócić uwagę, iż w układzie dziennym ten oscylator wraca do poziomu równowagi, a w tygodniowym nie zdołał anulować sygnału sprzedaży. Do tego SK-45 przecięła od góry SK-100, co wskazuje na pogorszenie nastrojów w dłuższym horyzoncie. Ostatni taki sygnał, z sierpnia ub.r., dobrze wyprzedził solidny spadek indeksu. Z wyjaśnieniem tego, czy ostatnie zwyżki są początkiem nowej fali wzrostów, czy też tylko silnym odreagowaniem wcześniejszych spadków trzeba zaczekać do chwili przekroczenia 1800 albo 1944 pkt.

Z punktu widzenia oceny wpływu tego, co dzieje się na zagranicznych parkietach, na sytuację u nas, warto zwrócić uwagę na duże podobieństwo zachowania indeksów S&P-500, CAC-40, DAX i FTSE. Wszystkie zatrzymały się na poziomie oporu w postaci styczniowego maksimum i dopóki nie zostanie on przełamany, nasze byki nie powinny spodziewać się wsparcia z tej strony. Skala wzrostów tych indeksów od września 2001 r. wyniosła odpowiednio: 20, 30, 40 i 20 proc. Dla wskaźników z naszego regionu jest to niecałe 40 proc. i blisko 50 proc. dla węgierskiego BUX. Widać więc, iż naszym indeksom bliżej do górnych wartości z tego przedziału, czego nie odzwierciedla stan gospodarki. To porównanie trzeba traktować orientacyjnie, bo przecież indeksy te różnią się swoją strukturą i składem.

Krzysztof Stępień

PARKIET