Można sądzić, że w razie pojawiania się kolejnych ataków popytu właśnie walory z sektora IT będą najchętniej kupowane. Świadczy to o tym, że motyw dyskontowania ożywienia gospodarczego jest już coraz bardziej obecny w decyzjach inwestorów. Należy ponadto zwrócić uwagę na to, że np. akcje banków są już stosunkowo drogo wycenione w stosunku do konkurentów branżowych z Europy Zachodniej, i w ich przypadku potencjał wzrostowy z tytułu konwergencji wycen spółek z Polski i z Unii Europejskiej nie jest aż tak znaczący, jak może mieć to miejsce w przypadku akcji przedsiębiorstw komputerowych, które charakteryzują się wysokim poziomem wrażliwości kursu akcji na wahania indeksu rynkowego. Należy zauważyć, że w krajach strefy euro wskaźnik (beta), mierzący wspomnianą wrażliwość, liczony w oparciu o dane roczne z ostatnich 10 lat, wynosi dla sektora informatycznego około 1,7 i jest jednym z najwyższych.

Sądzę, że o ile wzrosty są całkiem realne w perspektywie kilku tygodni, o tyle na bardziej poważny impuls przyjdzie nam poczekać do przełomu drugiego i trzeciego kwartału. Trudno bowiem oczekiwać, aby okres wakacyjny przyniósł jakieś radykalne rozstrzygnięcia z uwagi na tradycyjnie w tym okresie niskie obroty. Należy ponadto pamiętać, że ożywienie gospodarcze w USA nie ma trwałych podstaw, gdyż napędzane jest raczej przez konsumpcję niż inwestycje, a jak pokazuje doświadczenie, to właśnie te drugie w większym stopniu wyjaśniają wahania produktu krajowego brutto.

Sławomir Kłusek

PROFIT4U DM