Wówczas mogło się wydawać, że istnieje szansa na testowanie w trakcie sesji oporu, jaki wyznacza górne ograniczenie niewielkiej luki (1380 pkt.), która została utworzona 7 czerwca. Jednak zapał byków ograniczył się w zasadzie tylko do PKN i KGHM i szybko okazało się, że dwie spółki nie są w stanie pobudzić całego rynku do wzrostu, w wyniku czego byki ugrzęzły już na poziomie 1370 pkt.
Później obserwowaliśmy już tylko powolną i spokojną deprecjację indeksu WIG20. Inwestorzy dość spokojnie przyjęli słabe dane makro zza oceanu. Cios przyszedł jednak z innej strony i wówczas do gry weszli kolejni aktorzy - a więc konsorcjum banków zaangażowanych w kredyt dla Stoczni Szczecińskiej. Najwięcej stracił Bank Pekao oraz BPH PBK. Notowania akcji obu banków spadły o ponad 3% i zdołały ściągnąć indeks w pobliże wsparcia znajdującego się na wysokości 1350 pkt. To głównie im zawdzięczamy stosunkowo duży czarny korpus czwartkowej świecy, który w połączeniu z dużym obrotem (200 mln zł) stanowi zapowiedź problemów dla kupujących. Mimo to w dalszym ciągu nie można oczekiwać dynamicznych ruchów, gdyż zanim rozpoczną się znaczące spadki, niedźwiedzie muszą pokonać wsparcie na wysokości 1335-1340 pkt., jakie wyznacza połowa wysokiej białej świecy z 16 maja oraz przebiegająca na wysokości 1343 pkt. średnia z 45 sesji. Z testem tego poziomu będziemy mogli mieć do czynienia już nawet na piątkowej sesji, jednak nie wydaje mi się, by byki oddały i ten poziom. Nie wskazuje na to dobrze zachowujący się w obecnym trendzie bocznym wskaźnik CCI, który powrócił do strefy wyprzedania, co poprzednio zwiastowało dobry moment do kupna akcji. Może więc on być traktowany jako pewna wskazówka, jednak na razie wszystko, na co można liczyć, to powrót indeksu w okolice 1370-1380 pkt.
Katarzyna Płaczek
BDM