W czasie pierwszej godziny sesji został ustalony zakres wahań cen. Nie udało się podczas kolejnych godzin wyjść poza jego obszar. Na uwagę zasługuje fakt, że nasz rynek zachowywał się stosunkowo lepiej od innych rynków europejskich, które zaczęły notowania mocnymi spadkami. Nie wiązałbym jednak tego z jakąś niezwykłą siłą warszawskiej giełdy, lecz raczej z obserwowaną ostatnią mniejszą korelacją jej zmian ze zmianami na Zachodzie. Wspomniana mała zmienność sprawiła, że na wykresie pojawiło się kilka świeczek, które właściwie leżą obok siebie. Wprawdzie da się zauważyć malutką tendencję minimów położonych na coraz wyższych poziomach, jednak wydaje mi się, że jest to zdecydowanie za mało, by optymistycznie patrzeć w przyszłość.
Poniedziałkowy trend boczny niewiele zmienił w technicznym obrazie rynku. Dla graczy krótkoterminowych nadal kluczowa pozostaje średnia krocząca, której ostatnio dość skutecznie udaje się hamować wszelkie zakusy byków na wzrost. Jej pokonanie powinno zaowocować zwyżką do najbliższych oporów, które mają również charakter średnioterminowy. Mowa tu o wartości 1120 pkt. Jest to poziom szczególny z kilku względów. Znajduje się tam luka bessy, jest to poziom 23,6-proc. zniesienia całej fali spadków oraz w te okolice zbliża się linia dolnego ograniczenia starego kanału spadkowego. Tu też można się spodziewać znacznie większej aktywności podaży. Gdyby i ten poziom został pokonany, to do akcji powinni wejść również gracze średnioterminowi.
Kamil Jaros
PARKIET