Przełamanie tej strefy popytowej powinno doprowadzić do testu ubiegłorocznego minimum, testu udanego dla niedźwiedzi. Zwolennicy wzrostów nie mają prawie żadnych argumentów i mogą jedynie wierzyć w siłę funduszy, które miałyby bronić rynek przed spadkami. Skoro jednak do tej pory im się to nie udawało to nie widzę powodów, by miało tak być teraz. Dlatego wydaje się, że rosnące wokół parkietu zagrożenia w postaci: postępującego kryzysu zaufania do sektora bankowego (fatalne wyniki Pekao podsycają negatywne nastawienie do banków, dobrego wrażenia nie robi też sposób rozegrania w mediach sprawy obniżenia prognozy na ten rok, kiedy z ogłoszeniem tej decyzji długo zwlekano), rozszerzającego się kryzysu w Ameryce Południowej, obejmującego już kolejny kraj - tym razem Boliwię, powrotu silnych spadków na amerykańskie giełdy, doprowadzających do przełamania przez Nasdaq poprzedniego dołka i zabierających DJIA i S&P500 po ponad 2/3 wcześniejszych zwyżek. Do tego DAX przebił wczoraj lipcowy dołek, potwierdzając zakończenie ruchu powrotnego do linii szyi wieloletniej formacji głowy z ramionami.

W tych warunkach nie za bardzo widać jakieś szanse dla naszego rynku na trwalsze zwyżki. Dużo bardziej prawdopodobna jest kontynuacja spadków i jest szansa na to, że w tej sprawie coś się dziś wyjaśni. Takim wyjaśnieniem będzie zamknięcie poniżej 1042 pkt. Teraz dzieli nas od niego niecałe 15 pkt. A o tym, że niedźwiedzie dziś nie żartują świadczy blisko 5% przecena Pekao, której towarzyszą znaczne obroty. Tak więc podaż w 2 dni zabrała wszystko, co byki wypracowany na poprzednich 4 sesjach. Kurs spadł do poziomu lipcowego minimum, zbiegającego się z silnym wsparciem w postaci dołka z 29 listopada.