Poza tym tkwimy w marazmie wyczekując na rozwój wypadków na zagranicznych giełdach. W Eurolandzie utrzymują się zniżki w obawie o reakcję amerykańskich inwestorów na dzisiejszą decyzję FED. Już dawno nie pamiętam, by decyzja o stopach wzbudzała takie trochę irracjonalne emocje. Bo przecież nawet, gdyby FED obniżył stopy i to o 50 pkt. bazowych, jak prognozuje to Morgan Stanley, to trudno spodziewać się, by inwestorzy od razu uwierzyli w cudowną dla gospodarki moc tego leku. Wielomiesięczna terapia z ubiegłego roku nie przyniosła do tej pory trwałych efektów, a możliwości zwiększania dawek są coraz bardziej ograniczone. Równie ważny, a może nawet ważniejszy od samej decyzji FED będzie komentarz jej towarzyszący odnośnie do aktualnej kondycji i perspektyw amerykańskiej gospodarki. Nie mogą pozostać bez echa fatalne wręcz dane za lipiec i inwestorzy będą zapewne chwieli usłyszeć, czy jest to tylko wypadek przy pracy, czy też początek trwalszej tendencji. Zatem niewiadomych jest wiele i ciężko odgadnąć, jak zakończy się sesja w USA. Do krótkoterminowych oporów indeksy mają blisko, ale w silnych trendach zniżkowych myśli się raczej o wsparciach. Te na razie są dość bezpieczne, ale ewentualny dzisiejszy spadek zrobiłby złe wrażenie i przybliżył czas ich testowania.

Wstępem do decyzji FED będą publikowane o 14.30 dane o lipcowej sprzedaży detalicznej. Prognozowany jest jej wzrost o 1,2-1,5%, a z wyłączeniem aut o 0,2-0,3%. Dużo gorsze dane znacznie ograniczyłyby wpływ decyzji i komunikatu FED na rynki i doprowadziłyby do spadków. Wyraźnie lepsze mają szanse zneutralizować ewentualne rozczarowanie komunikatem po posiedzeniu.