rozczarował inwestorów prognozami na kolejne kwartały i też zanurkował.
Wprawdzie tylko 1,5%, ale pomógł w psuciu atmosfery. Honor byków ratował
chyba tylko Philip Morris rosnący po ogłoszeniu zwiększenia dywidendy. To
jedno z niewielu zielonych miejsc na tablicy notowań. Warto jeszcze
wspomnieć o małym uspokojeniu na rynku ropy. Przedstawiciele OPEC zapewniali
rynek, że zwiększą produkcję by zapobiec dalszym zwyżkom cen ropy. To
oczywiście dobra informacja, choć spółki z sektora paliwowego dały
oczywiście nura, z Exxon Mobil na czele.
Po sesji nic się nie wydarzyło. AHI blisko zera, podobnie jak obecnie
wskazania kontraktów. Rynek skończył mniej więcej na poziomie zamknięcia
rynków Eurolandu, więc z rana nie powinno być na tych rynkach większych
fajerwerków. Wszyscy wyczekiwać będą zresztą na dane o 14:30. Poza
tradycyjnymi wnioskami od bezrobotnych, opublikowana zostanie zrewidowana
(ale jeszcze nie końcowa) wartość PKB za II kwartał. Prognozowany jest brak
zmian (lub symboliczny wzrost) do podanego miesiąc temu wzrostu 1,1%. Nie
wiem czy analitycy faktycznie prognozują brak zmian, czy już czują się tak
totalnie zagubieni ostatnimi wahaniami tego wskaźnika, że nawet nie próbują
już go określać ;-) Przypomnę bowiem, że wstępne dane wynieść miały 2,3%, a
było 1,1%. Tylko czy to ważne ile teraz wynosi, skoro jak pokazują ostatnie
korekty, okazać się może za 2 lata, że tak napuż zależy od komentarzy czołowych analityków.
A co u nas ? Nie pokazały się żadne rewelacje po sesji, choć rewelacją cały
czas pozostaje przedwczorajszy wzrost. W obliczu coraz mocniejszych spadków
w USA nasz rynek faktycznie powtarza swoje schematy. Mowa tutaj o
wspominanych ostatnio wzrostach w momencie gdy rynki zagraniczne odwracają
trendy wzrostowe. Nasi inwestorzy/fundusze zabierają się wtedy do odrabiania
zaległości licząc jedynie na ruch korekcyjny w USA, podczas gdy ten spada
coraz mocniej. Wtorkowa sesja z nowymi maksami i szaleńczym wzrostem jest
chyba tego najlepszym przykładem. Dax na przykład spadł tylko wczoraj ponad
4% , tak więc zdecydowanie nie jest to najlepszy moment na wzrosty. Taki był
kilka tygodni temu, ale nie został przez nasz rynek wykorzystany (czysto
technicznie i spekulacyjnie, bo wyniki spółek każdy chyba pamięta).
Nadrabianie teraz i urządzanie takich byczych rajdów przyczynia się tylko do
lekkiego ogłupienia i osłupienia większości inwestorów (w tym mnie ;-), no i
trochę psucia rynku. Ale taka to już nasza specyfika i trzeba się po prostu
dopasować.
Dzisiaj sesję rozstrzygnie najprawdopodobniej dopiero reakcja na dane w USA
(nie same dane). Do tego czasu zmiany nie powinny być zbyt duże. Oporem
stały się obecnie ostatnie szczyty, gdzie podaż powinna być bardzo silna.
Sporo osób liczyć będzie na zrobienie podwójnego szczytu, który z reguły
kończy takie trendy wzrostowe. Szczerze mówiąc takie rozwiązanie póki co
najbardziej mi pasuje. Wiązałoby się to jeszcze z jednym ruchem wzrostowym -
tak akurat na koniec sierpnia pod amerykańskie window dressing na koniec
miesiąca. Później powinny wrócić misie. Tradycja dołka
wrześniowo/październikowego musi być podtrzymana (chyba za dużo osób na to
liczy - spadki więc będą dłuższe ;-) Wsparciami pozostają oczywiście linie
trendu i dość ważne 1100 pkt. na indeksie. Bez złych danych poziom ten nie
powinien być dzisiaj nawet naruszony. MP