Znowu większego wpływu na rynek nie miało zachowanie giełd Eurolandu - tam spadki sięgały 7%. Aktywność podobnie jak w piątek nie była imponująca - obrót na całym rynku wyniósł 150 mln zł. Bohaterem sesji był Elektrim - kurs spółki wzrósł o 4,7%, chociaż w trakcie sesji wzrost sięgał nawet 11% (bez żadnej informacji). Dość dobrze zachowywał się niemal cały sektor bankowy. Najsłabsze były spółki informatyczne. Notowania zakończyły się umiarkowanym spadkiem indeksu - 1045 pkt, -1,8%. Żadnego wpływu na rynek nie miał opublikowany o 16:00 deficyt obrotów bieżących - był zgodny z oczekiwaniami (290 mln USD).
To, co można obserwować w ostatnich tygodniach na naszym rynku przypomina walkę na przetrzymanie spadków na zachodzie. Na razie się to udaje. Wcale nie jest jednak powiedziane, że tak będzie w najbliższych dniach. Dysonans między naszym rynkiem a zachodem jest coraz większy. W każdym momencie możliwe jest zatem pojawienie się znaczniejszej podaży. Poza tym dzisiejszy relatywnie niewielki spadek można w pewnej mierze tłumaczyć końcem miesiąca i kwartału - najwięksi inwestorzy mogli wstrzymywać się ze sprzedażą akcji.
W sytuacji technicznej istotnych zmian nie ma. WIG20 nadal utrzymuje się w trendzie bocznym, chociaż do wybicia dołem jest już tylko krok. Na wykresie uformowała się kolejna czarna świeca z niewielkim korpusem. Zamknięcie wypadło bardzo blisko minimów z lipca i września. Układ wskaźników tylko nieznacznie się pogorszył - MACD oddalił się nieco od linii sygnalnej a Trix minimalnie przyspieszył dynamikę spadku. W sumie jednak to zmiany mało znaczące. Ostrzeżeniem przed wyraźniejszym pogorszeniem koniunktury będzie dopiero spadek WIG20 poniżej 1039 pkt (na zamknięciu).