Reklama

Komentarz po sesji

Publikacja: 18.02.2003 17:12

Po takiej sesji, jak dzisiejsza ręce opadają. Chyba każdy normalny człowiek

w takim przypadku zaczyna się rozglądać za czymś normalnym. Bo przecież za

normę nie można uznać kolejne fatalne w skutkach decyzje rządzących, które

wyraźnie sygnalizują ich stosunek do uczestników rynku. Jestem przekonany,

że gdyby nie rewelacje z ministerstwa gospodarki, dzisiejsza sesja

Reklama
Reklama

zakończyłaby się znacznie lepiej. Nie to, że jestem zły na spadek. Gdy

odbywa się ona dzięki normalnym zachowaniom kupujących i sprzedających to

nie ma się targować i dzielić włosa na czworo. Jednak, gdy wynik sesji jest

ustawiony przez bezmyślną decyzję i w dodatku równie bezmyślnie podaną do

publicznej wiadomości, to już jest powód do narzekań.

Kto jeszcze nie zdążył się dowiedzieć, to tylko przypomnę, że utyskuję na

Reklama
Reklama

wiadomość, jaka ukazała się nagle w serwisach. Jej treść była następująca

(za PAP): "Rząd rozważa możliwość dokapitalizowania Stoczni Gdynia kwotą 100

mln zł, MSP nie wyklucza, że dekapitalizuje Stocznię około 1 proc. akcji TP

SA -poinformował na posiedzeniu komisji sejmowych wiceminister skarbu Piotr

Czyżewski." Po przeczytaniu tego pierwszy raz myślałem, że śnię. Znowu to

samo? Niemożliwe, że po raz kolejny przedstawiciele rządu wypieli się na

Reklama
Reklama

rynek kapitałowy. Niestety wszystko jest realne, a to tylko potwierdza, że

rząd ma inwestorów... "dokładnie tam". Nie chodzi tu tylko o ciągłe

rozdawnictwo akcji TPS, które potem trafiają na rynek i oddziałują nie tylko

na kurs samej spółki, ale i na większość spółek na rynku. Problem sam w

sobie jest oczywiście poważny, gdyż takie działanie znakomicie psuje rynek.

Reklama
Reklama

Moim zdaniem ważniejszym jest fakt braku jakiejkolwiek wyobraźni naszych(?)

ministrów, co do skutków podejmowanych przez siebie decyzji oraz brak

świadomości w jakiej formie taka informacja winna być publikowana.

Już w przeszłości mieliśmy takie sytuacje. Czy tak trudno zrozumieć, że gdy

pojawia się info o kolejnej "darowiźnie" rynek wykonuje gwałtowny ruch? Czy

Reklama
Reklama

ministerstwo gospodarki nie zauważyło, że gdy się skokowo zwiększa podaż,

ceny spadają i że już sama informacja o takiej możliwości szybko przynosi

żniwo? Tak trudno wyciągnąć wnioski po ostatnich błędach. Czy ministerstwo

czuje problem równego dostępu do informacji, który jest fundamentem

działania rynku kapitałowego? Wydaje się, że ta problematyka jest kompletnie

Reklama
Reklama

obca urzędnikom. Dochodzę do wniosku, że w przeświadczeniu przedstawicieli

rządu rynek kapitałowy służy jedynie do sprzedaży prywatyzowanych

przedsiębiorstw. Po prostu, jakaś anonimowa masa inwestorów kupi proponowane

im akcje. Jak widać, nikt nie zaprząta sobie głowy faktem, że ta anonimowa

masa się stale kurczy. Nie dociera do większości z nich, że ten proces nie

jest tylko wynikiem bessy. Podejście takich właśnie urzędników sprawia, że

rynek jest coraz częściej postrzegany, jako chory, jako rynek bez żadnego

wsparcia ze strony państwa. Ba, tu już nawet nie chodzi o wsparcie, niechby

chociaż nie przeszkadzali. Ostatnie posunięcia jasno pokazują, że rynek

kapitałowy służy wyłącznie do drenażu pieniędzy. Dlaczego stocznia nie może

być dekapitalizowana za pomocą gotówki. Proste, bo Państwo jej nie ma, ale

za to są akcje, które można łatwo(?) wymienić na gotówkę, której przecież

całe hałdy walają się po giełdzie. "Chłopaki, my wam pomożemy, ale akurat

nie mamy drobnych... macie tu kilka papierów to se pchnijcie na giełdzie czy

gdzie tam chcecie."

Niestety, ryzyko kolejnych takich decyzji nie maleje, a nawet rośnie, gdyż

zdaje się urzędnicy nie widzą istoty problemu. Po ostatniej burzy na ten

temat mamy powtórkę. To każe sądzić, że przy następnej okazji sytuacja

powtórzy się po raz kolejny. Teraz każdy podejmując decyzco się denerwować. Teraz przed każdy z nas stoi o wiele szerszy wachlarz

możliwości inwestycyjnych. Z posiadanych przez nas informacji wynika, że już

coraz większa rzesza tych najbardziej aktywnych inwestorów, którzy są

przecież solą tego rynku, zmniejsza swoje zaangażowanie na rodzimym rynku.

Wypływający z giełdy warszawskiej kapitał pokazuje urzędnikom, gdzie

inwestorzy mają ten rynek. Tak, tak... "dokładnie tam". Jeszcze rok, dwa

takich owocnych posunięć i prywatyzacja przez giełdę sprowadzi się do

negocjacji urzędników z przedstawicielami z OFE. Nikt inny nie będzie

zainteresowany, a OFE będą musiały, bo przecież nikt im nie zwiększy

dopuszczalnego poziomu zaangażowania na rynkach zagranicznych. To byłby

przecież strzał do własnej bramki. Kto by wtedy kupował "atrakcyjne oferty

prywatyzacyjne"?

Mamy więc alternatywę. Z jednaj strony otwarte dla nas rynki o normalnych

zasadach funkcjonowania. Gdzie urzędnik, jeśli nawet popełni błąd to o tym

wie, co rodzi nadzieję, że błąd się już nie powtórzy. gdzię są wobec tego

urzędnika wyciągnięte konsekwencje. Rynki, które oferują szeroką gamę

możliwości lokowania kapitału bez względu na jego wielkość. Rynki, którym

towarzyszy rozwinięte zaplecze pomocnicze w postaci ogromnej ilości usług,

które mają ułatwić inwestowanie tym, którzy chcą to robić samodzielnie, a

które nie są ściśle reglamentowane przez regulatorów, co zapewnia

konkurencję wśród usługodawców, a więc i niskie koszty. Z drugiej strony

mamy do dyspozycji rynek akcji, który ogranicza się do praktycznie

kilkunastu spółek i jednego kontraktu terminowego opartego na indeksie

zbudowanym na tych właśnie spółkach. Rynek może dobrze znany, ale już

zatęchły i podupadający, gdzie zmienność na sesji jest niewystarczająca do

normalnego funkcjonowania graczy krótkoterminowych. Rynek, na którym

inwestor postrzegany jest jak dawca kapitału, gdy tego wymaga sytuacja. W

innej sytuacji ukazywany jest on jako rekin finansowy, pławiący się w

pieniądzach z "gry na giełdzie" i w dodatku nie opodatkowanych, w

przeciwieństwie do emerytów i rencistów, którzy płaca podatek o lokat. Rynek

bez żadnej otoczki usługowej. Usługi dostępne są drogie i nieefektywne,

wykonywane przez anonimowych ludzi w anonimowych molochach. Rynek, który

może był położony przez taką bądź inną wypowiedź jakiegoś urzędnika. "Wybór

należy do Ciebie - normalność, czy kosztowny patriotyzm?" Kontrakty01.gif

Indeks01.gif KJ

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama