obca urzędnikom. Dochodzę do wniosku, że w przeświadczeniu przedstawicieli
rządu rynek kapitałowy służy jedynie do sprzedaży prywatyzowanych
przedsiębiorstw. Po prostu, jakaś anonimowa masa inwestorów kupi proponowane
im akcje. Jak widać, nikt nie zaprząta sobie głowy faktem, że ta anonimowa
masa się stale kurczy. Nie dociera do większości z nich, że ten proces nie
jest tylko wynikiem bessy. Podejście takich właśnie urzędników sprawia, że
rynek jest coraz częściej postrzegany, jako chory, jako rynek bez żadnego
wsparcia ze strony państwa. Ba, tu już nawet nie chodzi o wsparcie, niechby
chociaż nie przeszkadzali. Ostatnie posunięcia jasno pokazują, że rynek
kapitałowy służy wyłącznie do drenażu pieniędzy. Dlaczego stocznia nie może
być dekapitalizowana za pomocą gotówki. Proste, bo Państwo jej nie ma, ale
za to są akcje, które można łatwo(?) wymienić na gotówkę, której przecież
całe hałdy walają się po giełdzie. "Chłopaki, my wam pomożemy, ale akurat
nie mamy drobnych... macie tu kilka papierów to se pchnijcie na giełdzie czy
gdzie tam chcecie."
Niestety, ryzyko kolejnych takich decyzji nie maleje, a nawet rośnie, gdyż
zdaje się urzędnicy nie widzą istoty problemu. Po ostatniej burzy na ten
temat mamy powtórkę. To każe sądzić, że przy następnej okazji sytuacja
powtórzy się po raz kolejny. Teraz każdy podejmując decyzco się denerwować. Teraz przed każdy z nas stoi o wiele szerszy wachlarz
możliwości inwestycyjnych. Z posiadanych przez nas informacji wynika, że już
coraz większa rzesza tych najbardziej aktywnych inwestorów, którzy są
przecież solą tego rynku, zmniejsza swoje zaangażowanie na rodzimym rynku.
Wypływający z giełdy warszawskiej kapitał pokazuje urzędnikom, gdzie
inwestorzy mają ten rynek. Tak, tak... "dokładnie tam". Jeszcze rok, dwa
takich owocnych posunięć i prywatyzacja przez giełdę sprowadzi się do
negocjacji urzędników z przedstawicielami z OFE. Nikt inny nie będzie
zainteresowany, a OFE będą musiały, bo przecież nikt im nie zwiększy
dopuszczalnego poziomu zaangażowania na rynkach zagranicznych. To byłby
przecież strzał do własnej bramki. Kto by wtedy kupował "atrakcyjne oferty
prywatyzacyjne"?
Mamy więc alternatywę. Z jednaj strony otwarte dla nas rynki o normalnych
zasadach funkcjonowania. Gdzie urzędnik, jeśli nawet popełni błąd to o tym
wie, co rodzi nadzieję, że błąd się już nie powtórzy. gdzię są wobec tego
urzędnika wyciągnięte konsekwencje. Rynki, które oferują szeroką gamę
możliwości lokowania kapitału bez względu na jego wielkość. Rynki, którym
towarzyszy rozwinięte zaplecze pomocnicze w postaci ogromnej ilości usług,
które mają ułatwić inwestowanie tym, którzy chcą to robić samodzielnie, a
które nie są ściśle reglamentowane przez regulatorów, co zapewnia
konkurencję wśród usługodawców, a więc i niskie koszty. Z drugiej strony
mamy do dyspozycji rynek akcji, który ogranicza się do praktycznie
kilkunastu spółek i jednego kontraktu terminowego opartego na indeksie
zbudowanym na tych właśnie spółkach. Rynek może dobrze znany, ale już
zatęchły i podupadający, gdzie zmienność na sesji jest niewystarczająca do
normalnego funkcjonowania graczy krótkoterminowych. Rynek, na którym
inwestor postrzegany jest jak dawca kapitału, gdy tego wymaga sytuacja. W
innej sytuacji ukazywany jest on jako rekin finansowy, pławiący się w
pieniądzach z "gry na giełdzie" i w dodatku nie opodatkowanych, w
przeciwieństwie do emerytów i rencistów, którzy płaca podatek o lokat. Rynek
bez żadnej otoczki usługowej. Usługi dostępne są drogie i nieefektywne,
wykonywane przez anonimowych ludzi w anonimowych molochach. Rynek, który
może był położony przez taką bądź inną wypowiedź jakiegoś urzędnika. "Wybór
należy do Ciebie - normalność, czy kosztowny patriotyzm?" Kontrakty01.gif
Indeks01.gif KJ