Przełamanie tego poziomu ostatecznie będzie przekonywać, że wzrostowa korekta zakończyła się, choć już po wczorajszej sesji, kiedy to doszło do przełamania linii szyi dwutygodniowej formacji głowy z ramionami, wiele się wyjaśniło. Trudno w tej chwili wierzyć w możliwość uchronienia się rynku przed testem luki hossy z 11 października, znajdującej się pomiędzy 1061-75 pkt. Ale musimy brać pod uwagę, że w zasadzie od miesiąca rynek pozostawał w trendzie bocznym i wybicie w dół z tak długo kształtowanej formacji powinno przynieść znacznie większe spadki. Wydaje się uzasadnione oczekiwanie na to, że będą one mniej więcej tak silne, jak te ze stycznia, czyli wyniosą ponad 10% albo ok. 150 pkt. w zależności od tego, czy oprzeć się na wartościach bezwzględnych czy procentowych.

W tej sytuacji nie ma większego znaczenia, czy mocno w dół zagraniczne rynki pchnęła niepewność polityczna, czy słabe perspektywy gospodarcze. Jeszcze kilka dni temu odbicie było tłumaczone zdyskontowaniem wojny z Irakiem w obecnych cenach. Teraz znów wojna jest powodem spadków. Myślę, że zarówno niepewność geopolityczna jak czynniki gospodarcze są przyczynami trwającej wyprzedaży.

Obroty wynoszące ponad 85 mln zł, jak i szerokość spadającego rynku (18 spółek z WIG20 jest na minusie) nie pozostawiają złudzeń co do wiarygodności dzisiejszego ruchu. Jeśli sytuacja się nie poprawi będzie on miał konsekwencje nie tylko krótko, ale i średnioterminowe. Najbardziej zniżkują Budimex, Computerland, BRE i KGHM (po ponad 2%), blisko 2% traci Pekao. Przecenie opierają się Dębica i Orbis.