się nazywa strach i tym właśnie żywią się wzrosty. Zresztą jeśli ktoś jest
wyznawcą teorii, że zmiany cen na rynku są losowe, to nie powinien się
takimi seriami przejmować, gdyż według niego wzrost lub spadek na danej
sesji nie zależy od tego, co się działo w przeszłości. Więc równie dobrze
możemy mieć teraz sekwencję np. 20 sesji wzrostowych. Przyznam, że trudno mi
się z takim podejściem zgodzić.
Co wywołało tak mocny wzrost w USA? Po pierwsze przebieg działań zbrojnych w
Iraku. Właściwie nie sam przebieg, bo tego praktycznie nie znamy, ale to co
mówią o nim Amerykanom ich dziennikarze ze stacji telewizyjnych. Jeśli
porównać te relacje z tym, co pokazuje się w stacjach europejskich lub,
chyba najczęściej obecnie "cytowanej", stacji Al Jaseera, to sytuacja nie
wygląda już tak jednoznacznie. Dość powiedzieć, że w Stanach oczekiwano, że
wojska koalicji zbliżą się do Bagdadu jeszcze w weekend. Także wielu
analityków poddaje się rodzimej propagandzie. Jedne z nich zaproponował, by
nazwę operacji "Wolność dla Iraku" zamienić na "Gorący nóż w masło". Każdy,
kto ogląda choćby naszą telewizję wie, że to masło powoli twardnieje, a nóż
już nie jest taki gorący. Przyjdzie opamiętanie. Na razie jednak Amerykanie
się cieszą, czemu dają wyraz w swoich posunięciach finansowych. Wszelkie
informacje pozafrontowe zeszły na plan dalszy i w tej chwili nikogo poważnie
nie intają w tym tygodniu najciekawiej zapowiadają się:
w USA - wskaźnik zaufania konsumentów (wtorek), sprzedaż istniejących domów
(wtorek), sprzedaż nowych domów (środa), dynamika zamówień na dobra trwałego
użytku (środa), ostateczna dynamika PKB w IV kw 2002 roku (czwartek) oraz
ostateczna wartości wskaźnika nastrojów wśród konsumentów liczonego przez
Uniwersytet Michigan (piątek). W Europie oczekiwane są dziś dane dotyczące
bilansu w handlu zagranicznym strefy euro (prog. nadwyżka 3,5 mld euro).