Teraz można być jednie zaniepokojonym, że indeks spadł poniżej tej wartości, a odbyło się to przy wyraźnie większych obrotach od tych, które odnotowaliśmy wczoraj. Teraz popyt powinien zrobić wszystko, aby odrobić straty z pierwszej godziny, co podtrzymywałoby wiarę w atak na 1140 pkt. Zniżka jest dość szeroka, bo na wartości traci 14 spółek z WIG20. Najwięcej Softbank, BRE i Amica, po ponad 2%, nieco mniej Agora, KGHM i Prokom, po ok. 1,5%. Na plusie są jedynie Kęty i Dębica.
Więcej uwagi warto poświęcić temu, co wczoraj stało się na zagranicznych giełdach, bo w dalszej perspektywie ta sesja może mieć bardzo duże znaczenie. Pisałem w poprzednich dniach, że ostatnie wzrosty na świecie wyglądały dokładnie tak samo, jak poprzednie korekty bessy. Nagły zwrot indeksów, wynikający ze sporego wyprzedania rynków, dynamiczny ruch w górę (napędzany zapewne w dużym stopniu przez zamykających krótkie pozycje) podczas którego nie było widać strachu przed kupowaniem, a jedynie wiarę, że najgorsze już minęło, słabnięcie dynamiki zwyżki w końcowej jej fazie i duża przecena zabierająca zyski z poprzednich kilku dni. Wczoraj wystąpił ostatni z tych elementów - wystarczył jeden spadek, aby kupujący akcje przez trzy ostatnie sesje mieli na nich straty. Trudno przewidzieć, czy oznacza to już ostateczne zakończenie odbicia, czy też byki powalczą i zbudują w oparciu o ostatni wzrost jakąś formację, ale wydaje się, że w perspektywie kolejnych dni nie dojdzie raczej do przełamania piątkowego maksimum. Co więcej, wydaje się, że wczorajszy spadek jeszcze nie wyczerpał potencjału zniżkowego. Przekonuje o tym przebieg przedpołudniowej części notowań w eurolandzie.
WIG20 wsparcie ma przy 1120 pkt. Jeśli nie uda się szybko powrócić powyżej niego, to możliwy stanie się spadek do 1095 pkt., gdzie przebiega krótkoterminowa linia trendu. Powrót ponad 1120 pkt. rodziłby nadzieje na test 1140 pkt.