minima. Przebicie wczorajszego zamknięcia nastąpiło w momencie podania
znacznie gorszych od prognoz danych o amerykańskiej produkcji przemysłowej w
marcu. W tym samym czasie indeks zszedł pod poranne minima bez większej
obrony tego poziomu. Nie muszę chyba dodawać, że byliśmy jednym z niewielu
rynków, który zareagował na te dane. Na pozostałych parkietach atmosfera
jest mocno bycza, a do tego koncentracja głównie na wynikach spółek, a nie
na "starych" danych makro. U nas niestety na tak słabym rynku każda zła
wiadomość jest dla inwestorów czołówką serwisów.
Pierwszy tik na nowych minimach indeksu wywołał prawdziwą panikę, choć to
może zbyt poważne słowo jak na tak niskie obroty. Indeks w ciągu paru minut
stracił tyle, ile wynosiła rozpiętość całej dotychczasowej sesji i zatrzymał
się dopiero na 1116 pkt. Jednak jeszcze ciekawszy był końcowy fixing. Tylko
dzięki niemu indeks odrobił ponad 6 pkt. a kontrakty nie zdążyły na to
zareagować i bazę mamy +1,23 pkt. Niektórzy powiedzą, że końcowe transakcje
to sztuczne wyciąganie rynku i przyznam im rację, tak samo jak tym, którzy
uważać będą spadek tuż przed zamknięciem za nieco nienaturalny. Przy tym
obrocie wystarczy jeden fundusz by sterować rynkiem.
Podsumowując, dawno nie widziałem aż tak fatalnego zachowania rynku, choć
faktycznie patrząc na stracone punkty, czy skalę spadku w porównaniu do
ostatnich wzrostów, to wcale dramatu nie widać. Dramat jednak jest, jeśli
odnosi się to do zachodnich parkietów. Niru minut tuż po zamknięciu naszej sesji !! Czyżby podaż zagranicznych
funduszy już tam ustępowała i gonią Euroland ?
Rynek wielokrotnie przez ostatnie lata zaskakiwał mnie ruchami w kierunkach
których nie prognozowałem. Normalne chyba dla każdego inwestora. Jednak
rzadko kiedy byłbym skłonny nazywać zachowanie rynku "dziwnym". Teraz wydaje
się ono ... bardzo dziwne. MP