Reklama

Komentarz poranny

Publikacja: 12.06.2003 08:48

Przyznam szczerze, że wczorajszą sesją w USA jestem nieco zaskoczony. Choć

jasne jest, że przy tak świetnych nastrojach trendu nie kończy się jednego

dnia i różne odpryski optymizmu musiały zachęcić do łapania dołka, ale nie

przyszłoby mi do głowy, że Amerykanie skuszą się na to akurat na wczorajszej

sesji. Nic bowiem oprócz siły trendu i łapania dołka nie usprawiedliwiało

Reklama
Reklama

wczorajszego wzrostu. Dow.gif Nasdaq.gif SP500.gif

O Texas Instruments spadł wprawdzie 7,5% ale reszta rynku na to zupełnie nie

zareagowała. Czy przed gorącym sezonem wyników wszyscy sądzą, że negatywny

wpływ Sars dotyczy tylko i wyłącznie Motoroli Nokii i Texas Instruments ? To

nie są spółki z lokalnego niszowego rynku, choć z drugiej strony, tak

naprawdę mam wrażenie, że tak jak Irak lub 11 września stał się po prostu

Reklama
Reklama

usprawiedliwieniem na nieudolność zarządów i słabą kondycję spółki, tak

teraz firmy zaczną tłumaczyć to Sars"em, niezależnie jaki miał na nich

wpływ. Taka przynajmniej jest na razie tendencja. Z pozostałych spółek

istotny był IBM, który rósł tylko dlatego, że Merrill Lynch dodał go do

listy spółek rekomendowanych. Inwestorzy zapomnieli przy tym, że Morgan

Stanley obniżył rekomendacje dla całego sektora półprzewodników. Rynek

Reklama
Reklama

jednak tak naprawdę ciągnęły koncerny paliwowe. Inwestorzy doszli do

wniosku, że dalszy wzrost cen ropy (niskie zapasy w USA, twarda polityka

OPEC) podnosi zyski tych spółek. Znamy to z czasów wojny z Irakiem i trudno

odmówić racji takiemu argumentowi. Ale wszyscy też wiedzą, że wraz ze

wzrostem kursu tych spółek powinny spadać inne branże, bo wzrost cen ropy

Reklama
Reklama

źle podziała na kondycję całej gospodarki. Przerabiane jest to od wielu lat,

a wczoraj widziano tylko pozytywne efekty wzrostu cen ropy.

Równie słabo było jeśli chodzi o Beżową Księgę. Gdybym przed sesją znał ten

komunikat, bez wahania sprzedawałbym w Stanach. A tu proszę, wzrost

rozpędził się w końcówce sesji po publikacji. A co FED powiedział ? "Chociaż

Reklama
Reklama

doniesienia z dwunastu okręgowych zarządów Fed wskazują na pewne ożywienie

aktywności gospodarczej w kwietniu i maju, to w większości okręgów

gospodarka pozostaje stanie stagnacji.....Zniknięcie obaw związanych z wojną

zwiększyło do pewnego stopnia optymizm konsumentów i przedsiębiorców, ale

większość raportów pokazuje, że nie była to zmiana dramatyczna". Tłumacząc z

Reklama
Reklama

języka FED na nasze - nic się nie zmieniło ! Indeksy nastroju wystrzeliły do

góry, na innych wskaźnikach też widać lekką poprawę, ale sam już

wielokrotnie pisałem, że skala tego ożywienia sporo mnie rozczarowała, mimo

że co do amerykańskiej gospodarki aż tak wielkim optymistą chyba nie byłem.

Pierwsze komentarze po tej publikacji to - dobrze, że nie jest gorzej.

Jednak rynek Fed Fund Futures mówi, że jest, bo szansa na obniżkę stóp

większą niż 25 pb. wzrosła aż do 36%. Nie było się więc z czego cieszyć,

chyba że ... z gry pod obniżki, ale wtedy pod koniec czerwca gdy te staną

się faktem, rynek może mocno ucierpieć.

Z danych makro mamy dzisiaj ich mały potok o 14:30. Najważniejsza będzie

sprzedaż detaliczna, barometr kluczowych dla gospodarki wydatków

konsumentów. W kwietniu mieliśmy zaskakujący, bardzo zaskakujący spadek i

zamiast 0,4% było -0,1% To duża różnica. Bez samochodów zamiast +0,2%

było -0,9%. Robi wrażenie prawda ? Największy spadek od września 2001 r.

Wtedy mało kto się tym przejął tak naprawdę. Teraz oczekuje się, że sprzedaż

detaliczna za maj nie ulegnie zmianie, a bez samochodów wzrośnie 0,2%. Nawet

lekkie przekroczenie prognoz nie powinno być powodem do zadowolenia po

ostatnich danych, ale wszyscy chyba wiedzą, że giełda nie robi zawsze tego

co powinna. Większe wydatki konsumentów będą dopiero wtedy, gdy trwające w liczba wniosków przekracza uważane za "recesyjne" 400k.

Obecna prognoza wynosi bowiem 425k. Te dwa raporty powinny mieć dzisiaj

największy wpływ na rynek.

Kontrakty amerykańskie na zero, a wczorajsze zachowanie indeksów przełoży

się oczywiście na wzrosty Eurolandu. Podobnie powinno być u nas, choć

oczywiście zupełnie co innego jest w centrum zainteresowania. Inwestorzy

będą dzisiaj pisać dziennikarzom artykuł o reakcji na dymisję Kołodki.

Reakcja będzie, ale czy na pewno na Kołodkę ? Wszyscy "wiedzieli" o tej

dymisji od poniedziałku i wydaje się to już zdyskontowane przez rynki. Rynki

co prawda mogłyby się ucieszyć, że zdjęty został z rynku jeden z czynników

ostatniej niepewności, ale po pierwsze nie wiadomo tak naprawdę jakie

działania podejmie nowy minister finansów Andrzej Raczko, po drugie jaki

program realizowany będzie przez Hausnera (np. czy równie stanowczo naciskać

będzie na RPP w sprawie rezerwy, a pierwsze komentarze na to wskazują), a po

trzecie czy wszyscy Panowie łącznie z Millerem nie pożegnają się ze stołkami

w wyniku jutrzejszego głosowania. Nie można więc napisać, że gdy rynek

wzrośnie, ucieszy się z dymisji Kołodki. Na pewno większości inwestorów ta

zmiana bardzo pasuje, ale nie znaczy wcale, że muszą pójść akurat za tym

pieniądze.

Pieniądze pójdą za to za Stanami. Otwieramy się więc parę punktów wyżej i

najprawdopodobniej do danych makro rynek będzie analogicznie do poprzednich

dni bardzo spokojny. Jutrzejsze głosowanie nad wotum zaufania nie pozwala

funduszom podejmować odważniejszych decyzji. Jednak jeśli już na coś się

zdecydują, to prędzej będzie to dzisiaj wyciąganie rynku do góry, grając już

pod nowy (tylko może być lepszy) rząd, albo pod "wygrane" głosowanie, które

co prawda niewiele zmieni w tej burej rzeczywistości, ale wystarczy spojrzeć

na reakcję inwestorów po FED - przynajmniej nie jest (będzie) gorzej. MP

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama