Reklama

Komentarz po sesji

Publikacja: 30.07.2003 17:14

Notowania to szereg pojedynczych potyczek sił podaży i popytu. Końcowy efekt

sesji jest sumarycznym wynikiem tych pojedynczych potyczek. Po nim można

ogłosić zwycięzcę bądź remis. Dziś zwycięzcą okazała się podaż. Na początki

sesji nie było to takie pewne. Wprawdzie pierwsze punkty przypadły podaży

(niższe otwarcie od wczorajszego zamknięcia) jednak szybko popyt odrabiał

Reklama
Reklama

stratę. Pierwsza godzina zakończyła się niewielką przewagą popytu. Druga

zaczęła się od powiększenia wspomnianej przewagi. Popyt w świetnym stylu

pokonał podaż na papierach TPS na poziomie 15 zł. Szybki łyk i w grę myk.

Już wydawało się, że zaraz będziemy oglądać nowe masky. Kurs kontraktu

szybko zbliżył się do wczorajszych szczytów.

Brakło 2 pkt. Tak malutko. Tu byk chciał nabrać sił i chwilę odsapnąć, ale

Reklama
Reklama

niedźwiedź mu w tym przeszkodził. Pole bitwy na kasowym skurczyło się do

papierów TPS. Najpierw maks na 15.25, a później wymiana ciosów. Ta nasiliła

się, gdy cena ponownie wynosiła 15 zł. Gdy na TPS jeszcze trwała wyrównana

walka, na kontraktach przewagę osiągała podaż. Potyczkę przy maksach popyt

przegrał. Ceny zaczęły spadać. Nie był to dynamiczny spadek, lecz powolne

męczenie przeciwnika przez niedźwiedzi. Cały czas dając szansę na wygraną,

Reklama
Reklama

podaż prowokowała popyt do poważniejszych ciosów. Te się pojawiały, ale były

świetnie parowane i skutek ich był taki, że popyt się męczył. Walka

przenosiła się na coraz niższe poziomy. Siły wyrównały się w okolicy

wsparcia, jakim było zniesienie 38,2% wzrostu z 1319 na 1388 pkt. Ale i tą

potyczkę popyt przegrał. Przegrał także potyczkę najważniejszą - końcówkę

Reklama
Reklama

sesji. Finisz jest zawsze najważniejszy i na tą część walki pozostawia się

najwięcej siły. Pamiętamy przecież starą rządową maksymę o tym, jak ważne

jest to, jak kto kończy. Była szansa na odrobienie strat i zakończenie sesji

nad 1370 pkt. Nie została wykorzystana, a byki aż słaniały się pod ciosami

niedźwiedzi. Fixing wyglądał fatalnie - na nim został wyznaczony poziom

Reklama
Reklama

minimum dzisiejszych notowań.

Gdy opadł kurz i można spojrzeć na to pobojowisko już z pewnej perspektywy,

żal się robi na widok byków. Można sądzić, że ostatnie wybicie nad poziom

1376 pkt (nowe maksy) to jedynie podpucha niedźwiedzi. Rosną obawy, że

dopiero teraz zacznie się ta właściwa korekta. Potwierdza to dzisiejszy

Reklama
Reklama

fałszywy wyskok na TPS. Kto kupił te papiery po 15? Kto zaciekle bronił tego

poziomu i kto chciał później podnieść ceny nad 15? Można się tylko domyślać.

Jedno jest pewne. Sporo krwi upuszczono popytowi na tych papierach. Po

stronie kupna zaangażowano ponad 55 mln złotych, a i tak skutek jest

mizerny. Realnym staje się scenariusz rozszerzającego się trójkąta

Kontrakty01.gif jest wprawdzie szansa na diament, ale spadek w takim razie

musiałby się zakończyć w okolicy ostatniego dołka (okolice 1320 pkt). Jeśli

zejdziemy niżej, diamentu można sobie szukać jedynie w Amsterdamie. U nas

zostanie trójkąt, a to nie jest formacja kontynuacji. Wracając do analogii

sportowych. W Polsce lubujemy się w meczach ostatniej szansy. To właściwie

nasza specjalność. Dla byków takim meczem będzie spotkanie na poziomie luki

z 14 lipca. Jeśli zostanie ona zamknięta do mistrzostw awansują

niedźwiedzie. Indeks01.gif KJ

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama