Brak zdecydowania widać także na rynkach zagranicznych. Amerykański indeks S&P500 kontynuuje mozolną zwyżkę w ramach kilkumiesięcznej formacji klina. Sceptycy już od dłuższego czasu uważają, że jest to formowanie szczytów, po którym nastąpi nieuchronny ruch w dół. Poglądowi takiemu sprzyja coraz słabszy dolar i ogromne deficyty (handlowy i budżetowy) w USA. Ożywienie jest wciąż niepewne, a rekordowe tempo wzrostu w III kwartale zostało już dawno (w II kwartale) zdyskontowane przez rynek. Jest w tym wiele racji, a mimo to inwestorzy nie przystępują do sprzedaży. Część z nich liczy zapewne na tradycyjnie dobrą końcówkę roku.

W obecnej chwili prawdopodobna jest kontynuacja łagodnej korekty przy małych obrotach. Stworzyłaby ona solidną podstawę do ataku na poziom 1600 pkt, wyznaczający górną granicę listopadowej konsolidacji. Na realizację takiego scenariusza wypadnie chyba jeszcze poczekać przynajmniej kilka sesji.